20 sierpnia to Światowy Dzień Komara, obchodzony na pamiątkę odkrycia, że za przenoszenie malarii odpowiedzialne są samice komarów, celem tego dnia jest szerzenie świadomości na temat przyczyn i sposobów zapobiegania tej groźnej chorobie.

W naszej szerokości geograficznej komary nie są zagrożeniem dla zdrowia, za to potrafią skutecznie uprzykrzyć życie. W Rzeszowie trwa dyskusja o sposobach walki z komarami a mieszkańcy miasta skarżą się, że przez brak oprysków nie mogą przebywać wieczorami nad Wisłokiem oraz w parkach. O komarach i walkach z nimi mówi dr hab. Konrad Szychowski, prof. WSIiZ, Kierownik Zakładu Biotechnologii i Biologii Komórki.

Eksperci, z którymi Władze Miasta Rzeszowa konsultowały decyzję o ewentualnym oprysku, stanowczo podkreślili, że nie ma selektywnych środków na komary, a każdy oprysk przeciwkomarowy zabija wszystkie owady, na przykład koniki polne, mrówki, czy pszczoły. Poza tym środki te dostają się do wody i wpływają również na organizmy wodne. Czy podziela Pan to stanowisko?

Dr hab. Konrad Szychowski, prof. WSIiZ: Zdecydowanie zgadzam się z ekspertami, że opryski zwalczając komary, likwidują również inne owady –  często pożyteczne. Ponadto środki te zatruwają ptaki, płazy i ryby – nie wspominając już o człowieku. Oczywiście obecne środki są uznane za „bezpieczne” dla ludzi ale nie wiemy, czy będą uznane za takie za kilka kilkadziesiąt lat. Nie wiemy również, jak długofalowo odbiją się one  na zdrowiu ludzi.

Ale faktem jest, że opryski przeciw komarom stosowane są na całym świecie od lat.

K.Sz.: Obecnie najczęściej stosowanym sposobem walki z komarami jest używanie substancji chemicznych w postaci oprysków. Historycznie pierwszym i najliczniej stosowanym był DDT (dichlorodifenylotrichloroetan), będący środkiem owadobójczym,  znany pod nazwami handlowymi Azotox, Ditox, Tritox. DDT był stosowany od lat 30-tych XX wieku, a w Polsce wycofywanie produktów z DDT zaczęto w 1976 roku z powodu wywoływania uszkodzeń płodu oraz działania onkogennego. Mimo, że od dziesięcioleci w Stanach Zjednoczonych i Europie jego stosowanie jest zakazane, to nadal za zgodą WHO ten środek jest wykorzystywany w krajach afrykańskich do kontroli plagi komarów roznoszących zarodźca malarii. W Afryce WHO wybrało „mniejsze” zło w postaci doraźnej relatywnie taniej walki z malarią kosztem przyszłych pokoleń, które w krajach afrykańskich zmagać się będą z plagą nowotworów i wad rozwojowych u dzieci. Nas na szczęście problem DDT nie dotyczy, dostępne są inne środki chemiczne uznawane za bezpieczne, ale jak stwierdziłem wcześniej: nie mamy pewności, czy za kilka/kilkadziesiąt lat nie okażą się one niekorzystne dla naszego zdrowia.

Czym dysponujemy poza środkami chemicznymi?

K.Sz. Zacznijmy od początku. Larwy komara rozwijają się w zbiornikach wodnych, więc zakładając, że nie chcemy osuszać oczek wodnych (bo jak wiemy problem małej retencji i suszy w naszym kraju jest bardzo poważny), powinniśmy zadbać o obecność w takim zbiorniku ryb (chodzi o zbiorniki, gdzie woda znajduje się cały czas) lub płazów (zbiorniki czasowo wysychające i płytkie). Oczywiście, jeżeli zbiornik wodny nie jest naszą własnością, to pozostają nam inne sposoby, czasem dość wyrafinowane.

Pierwsza metoda, szeroko opisana w Internecie, jest raczej dla osób z zacięciem konstruktorskim. Do stworzenia takiej pułapki potrzebna będzie 2 L butelka, woda, drożdże i cukier. Butelkę rozcinamy na pół, w dolnej części umieszczamy wodę (200-300 mL) z drożdżami (około 1g) i cukrem  (około 50g). Następnie odciętą górną część butelki umieszczamy tak jak lejek w dolnej części. Dolna część butelki powinna być osłonięta przed światłem, gdyż może ono zabić drożdże. Fermentujące drożdże produkują dwutlenek węgla oraz lotne substancje przyciągające komary. Komary wchodzą do naszej konstrukcji i nie mogą wyjść wiec się topią. Jeśli mamy jednego bądź kilka komarów w zamkniętym pokoju może być to dobry sposób na ich eliminację. Musimy jednak pamiętać, że ten sposób może nam ściągnąć komary z „sąsiedztwa” – polecam więc zamknąć wieczorem okno.

Gdybyśmy wyszli na spacer nad Wisłok z taką pułapką na pewno wzbudzilibyśmy duże zainteresowanie, ale w otwartej przestrzeni ten sposób też raczej by się nie sprawdził…

K.Sz. Niestety nie, w takim przypadku pozostają nam domowe sposoby do nacierania ubrania i/lub ciała intensywnie pachnącymi olejkami odstraszającymi owady, jednak skuteczność tych preparatów jest znaczenie słabsza niż syntetycznych substancji. Aby odstraszyć komary możemy stosować różnego rodzaju olejki roślinne, musimy tylko pamiętać aby były one naturalne, nie może to być na przykład syntetycznie uzyskany aromat sosnowy. Najczęściej spotykanymi olejkami do walki z komarami są: olejek lawendowy, olejek waniliowy, olejek z drzewa herbacianego, olejek cytrynowy, olejek eukaliptusowy, olejek goździkowy, olejek z trawy cytrynowej czy olejek miętowy. Oczywiście, musimy też pamiętać, że niektórzy  z nas mogą być uczuleni na wymienione specyfiki lub po prostu nie przepadać za wymienionymi zapachami. W swoim ogródku możemy natomiast posadzić rośliny produkujące duże ilości różnego rodzaju substancji odstraszających owady. Najczęściej stosowaną jest plektrantus (tzw. komarzyca), dość dobre są również geranium, pelargonia, lawenda, koper włoski czy kocimiętka. Oczywiście aby osiągnąć lepszą skuteczność czyli aby substancje lotne mogły się uwalniać, liście tych roślin muszą zostać podrażnione.

Kolejnym sposobem zmniejszającym ilość komarów to dbałość o populacje ptaków takich jak  jerzyki i jaskółki. Ptaki te żywią się komarami i są w stanie zjeść w ciągu doby nawet 20 tys. komarów. Niestety, zdecydowanie to jerzyki lub jaskółki same wybierają miejsce, w którym się osiedlają, jednak faworyzowani są tu mieszkańcy ostatnich pięter bloków lub właściciele domów.

Czy współczesna biologia/biotechnologia może nam jakość pomóc w walce z komarami?

K.Sz. Oczywiście, już od lat w USA oraz Australii wypuszcza się do środowiska komary zmodyfikowane genetycznie. Jest to alternatywa dla popularnie stosowanych insektycydów (środków

na owady). We wspomnianych krajach komary przenoszą takie czynniki chorobowe jak wirusy żółtej febry czy Zika oraz pasożyty: zarodziec malarii czy larwy nitkowca ludzkiego. Inżynieria genetyczna umożliwia uzyskanie zmodyfikowanych samców komarów (one nie żywią się krwią), które kojarzą się z dziko żyjącymi samicami odpowiedzialnymi za przenoszenie chorób. Samce w wyniku modyfikacji otrzymały gen, który ma być przekazywany następnym pokoleniom. Gen ten sprawia, że potomstwo płci żeńskiej jest niezdolne do osiągnięcia dojrzałości i rozmnażania się. Tak więc w sposób bezpieczny dla ludzi i innych owadów populacja komarów zmniejsza się. Jest to podejście dużo bardziej kosztowne niż opryski, ale na dłuższą metę bezpieczniejsze. Proszę pamiętać, że opryski szkodzą również nam – ludziom, innym owadom a wielokrotnie powtarzane mogą spowodować u komarów wymuszoną ewolucję i ich uodpornienie na stosowane środki chemiczne.