Umiędzynarodowienie WSIiZ to znacznie więcej niż obecność studentów z zagranicy. To międzynarodowe projekty badawcze, współpraca z uczelniami z całej Europy, program Erasmus+, Sojusz Uniwersytetów Europejskich SUNRISE oraz możliwość zdobywania doświadczenia w międzynarodowym środowisku akademickim. O tym, jak współpraca międzynarodowa wpływa na jakość kształcenia, rozwój nauki i przyszłość studentów, mówi dr hab. Andrzej Adamski, prof. WSIiZ, prorektor ds. nauki.
Dr hab. Andrzej Adamski, prof. WSIiZ, prorektor ds. Nauki. Medioznawca i publicysta. Autor licznych publikacji naukowych z zakresu nauk o mediach i komunikacji społecznej, jak również artykułów popularnonaukowych i prasowych. Jego zainteresowania naukowe koncentrują się głównie wokół komunikacji internetowej i cyfrowej, nowych mediów oraz polskiego systemu medialnego, historii mediów i prasy dla dzieci, a także teologii mediów i komunikacji.

Czym jest umiędzynarodowienie uczelni?
Co właściwie oznacza „umiędzynarodowienie”? Bo wiele osób sprowadza je wyłącznie do liczby zagranicznych studentów.
– To trochę tak, jakby o bibliotece mówić wyłącznie przez liczbę regałów. Liczba studentów z zagranicy jest najbardziej widocznym, ale wcale nie najważniejszym przejawem umiędzynarodowienia. Z punktu widzenia prorektora do spraw nauki, umiędzynarodowienie to przede wszystkim sposób jej uprawiania: wspólne projekty badawcze z partnerami z innych krajów, publikowanie w międzynarodowym obiegu, poddawanie własnych wyników ocenie recenzentów z całego świata, udział w europejskich sieciach i konsorcjach. To także kadra: goście z zagranicy prowadzący u nas badania i zajęcia oraz nasi pracownicy wyjeżdżający do zagranicznych ośrodków. I wreszcie coś, co moglibyśmy nazwać umiędzynarodowieniem w domu, czyli taki kształt programów i codziennego życia akademickiego, że student styka się z międzynarodową nauką bez wychodzenia z kampusu. Liczba zagranicznych studentów jest więc raczej tylko jednym z przejawów umiędzynarodowienia, ale niekoniecznie jego istotą.
Dlaczego współpraca międzynarodowa jest dziś koniecznością?
Czy umiędzynarodowienie to dziś świadomy wybór uczelni, czy raczej konieczność, jeśli chce się liczyć w świecie nauki?
– Przyznam, że nie widzę tu ostrej alternatywy. Nauka była międzynarodowa na długo przed tym, zanim ktokolwiek wymyślił słowo „umiędzynarodowienie”. Uczeni od stuleci pisali do siebie listy, spierali się, wymieniali rękopisami; mówiło się wręcz o republice uczonych, która nie znała granic. Dziś co do zasady jest podobnie, zmieniła się tylko skala i tempo. Najważniejsze problemy badawcze, od sztucznej inteligencji po zdrowie i bezpieczeństwo, przerastają możliwości pojedynczej uczelni, a często i pojedynczego kraju. Europejskie programy badawcze wprost wymagają konsorcjów z kilku państw. Można więc powiedzieć tak: konieczność jest obiektywna, ale sposób odpowiedzi na nią jest już świadomym wyborem. My wybraliśmy drogę współpracy z uczelniami podobnymi do nas, czyli mniejszymi, mocno osadzonymi w swoich regionach. I właśnie dlatego przystąpiliśmy do Sojuszu Uniwersytetów Europejskich SUNRISE.
Sojusz SUNRISE – nowe możliwości dla studentów WSIiZ
No właśnie, SUNRISE. Co to za sojusz i co to w praktyce znaczy dla naszych studentów?
– SUNRISE to sojusz dziewięciu uczelni z ośmiu krajów, koordynowany przez Uniwersytet Techniczny w Ilmenau, finansowany z programu Erasmus+. Sama nazwa dobrze oddaje ideę: Smaller Universities Network, czyli sieć mniejszych uczelni, które działają w swoich regionach i wspólnie budują ofertę na poziomie, na jaki żadnej z nich nie byłoby stać w pojedynkę. W sumie to społeczność ponad sześćdziesięciu tysięcy studentów i blisko pięciu tysięcy badaczy. Co z tego ma konkretny student? Po pierwsze, dostęp do oferty edukacyjnej partnerów i różne formy mobilności, także krótkoterminowych, które łatwiej pogodzić ze studiami i pracą niż klasyczny semestralny wyjazd. Po drugie, pracę w międzynarodowych zespołach nad realnymi problemami, bo uczelnie SUNRISE mocna skupiają się na innowacjach dla swoich regionów. Po trzecie, kontakt z badaczami z siedmiu innych krajów. Student, który wejdzie w orbitę takiego zespołu, uczy się nauki w jej naturalnym, międzynarodowym środowisku.
Jak współpraca międzynarodowa wpływa na jakość kształcenia?
Coraz częściej mówi się, że współczesna uczelnia nie tylko konkuruje z innymi uczelniami, ale buduje z nimi partnerstwa. Jak wygląda współpraca WSIiZ z zagranicznymi ośrodkami akademickimi i jakie znaczenie ma ona dla rozwoju jakości kształcenia?
– W nauce konkurencja i współpraca to nie są przeciwieństwa; to raczej dwie strony tej samej rzeczywistości. Konkurujemy o granty i o najlepsze pomysły, ale najwięcej mogą ugrać ci, którzy pracują zespołowo. Nasza współpraca międzynarodowa ma dziś wyraźny kręgosłup, którym jest sojusz SUNRISE. Wokół niego narastają kolejne warstwy: wspólne inicjatywy badawcze z partnerami sojuszu, udział w europejskich programach i sieciach, wymiana kadry. Dla jakości kształcenia znaczenie tej współpracy jest bardzo praktyczne. Kiedy dziewięć uczelni z ośmiu krajów rozmawia o programach swoich studiów, każda z nich widzi swoje mocne i słabe strony jak w lustrze. Porównujemy metody dydaktyczne, standardy oceniania, sposoby łączenia dydaktyki z badaniami. Takie lustro bywa czasem niewygodne, szczerość nieraz boli. Ale to pomaga nam spoglądać na naszą ofertę bardziej obiektywnie, bez myślenia życzeniowego, bez zamykania się w swojej bańce informacyjnej.
Międzynarodowe projekty badawcze otwierają nowe możliwości dla naukowców
Międzynarodowa współpraca to także ogromna wartość dla naukowców. Jakie możliwości otwierają przed badaczami WSIiZ wspólne projekty badawcze, międzynarodowe zespoły naukowe czy udział w europejskich programach finansowania badań?
– Najkrócej mówiąc: oferują zupełnie inną skalę i rozmach. Badacz w pojedynkę może napisać dobry artykuł, ale zespół międzynarodowy może przeprowadzić badanie, które zmienia stan wiedzy w dyscyplinie. Nasi naukowcy mają dziś do dyspozycji całe spektrum instrumentów europejskich, od dużych konsorcjów w programie Horyzont Europa, przez stypendia i wymiany dla indywidualnych badaczy w ramach akcji Marii Skłodowskiej-Curie, wyjazdy z programu Erasmus+ i CEEPUS, po sieci naukowe COST lub fundusze wyszehradzkie. Polska ma w części tych programów status kraju szczególnie wspieranego, co realnie zwiększa szanse naszych wniosków, i byłoby grzechem tego nie wykorzystać. Przynależność do SUNRISE bardzo to ułatwia, bo konsorcjum nie buduje się wtedy od zera, tylko na fundamencie istniejącego, sprawdzonego partnerstwa. Mamy już tego namacalne dowody — dwa projekty finansowane z Erasmus+. Pierwszy to SUSEE: wspólnie z partnerami z Francji, Niemiec i Włoch, wszystkimi z sieci SUNRISE, tworzymy materiały dla nauczycieli akademickich, którzy chcą uwzględniać tematykę zrównoważonego rozwoju w nauczaniu przedmiotów technicznych. Powstają podręczniki, modułowy kurs Sustainability in Engineering Education, odbywają się wykłady online oraz szkoły letnie i zimowe z udziałem studentów z każdej uczelni partnerskiej. Projekt trwa do końca listopada tego roku. Drugi to SPARK-AI, rozpoczęty pół roku temu: razem z UTC Compiègne i dwiema uczelniami spoza SUNRISE wspieramy młodych naukowców w korzystaniu z narzędzi sztucznej inteligencji w pracy badawczej. Powstaną szkolenia, poradnik i narzędziownik dla początkujących badaczy; projekt kończy się w 2028 roku. To dla mnie modelowa droga: najpierw zaufanie i znajomość partnera w sojuszu, potem wspólne projekty oraz wspólne badania i publikacje. Warto dodać, że mamy się z czym pokazywać. Kilka naszych nisz badawczych, od bioetyki kosmicznej, przez obliczenia niekonwencjonalne, po biotechnologię kosmetyczną i badania nad mediatyzacją różnych obszarów życia i hipertekstem, jest rozpoznawalnych daleko poza Polską, a publikacje naszych badaczy ukazują się w najlepszych światowych wydawnictwach.
Czy sztuczna inteligencja zmieni współpracę naukową?
Czy sztuczna inteligencja sprawi, że współpraca międzynarodowa będzie jeszcze łatwiejsza, czy wręcz przeciwnie – jeszcze bardziej wzrośnie znaczenie osobistych relacji?
– Myślę, że jedno i drugie. Sztuczna inteligencja już dziś zdejmuje z nas sporą część barier technicznych: tłumaczy, streszcza, pomaga analizować dane, przyspiesza redagowanie tekstów. Bariera językowa, która przez lata blokowała wielu badaczy, po prostu znika. Ale to powoduje, że powstaje paradoks: im łatwiej wyprodukować tekst, wniosek czy prezentację, tym cenniejsze staje się to, czego wyprodukować się nie da, czyli zaufanie. Konsorcjum badawcze to nie jest zbiór plików, tylko grupa ludzi, którzy muszą sobie wierzyć: że partner dowiezie swoją część, że rzetelnie policzy budżet, że w trudnym momencie nie zniknie. Takie zaufanie buduje się w bezpośrednich spotkaniach, rozmowach, czasem przy wspólnej kolacji po całym dniu obrad, a niekoniecznie w mailach czy nawet przez telekonferencje. Być może zaufanie to jeden z najbardziej deficytowych zasobów współczesności. Sztuczna inteligencja ułatwi nam logistykę współpracy, ale jej fundament pozostanie niezmiennie oparty o relacje między żywymi ludźmi z krwi i kości.
Co daje studiowanie w międzynarodowym środowisku?
Jeśli maturzysta zapyta: „Co daje mi międzynarodowość, jeśli nie planuję Erasmusa?”, co by mu Pan odpowiedział?
– Odpowiedziałbym pytaniem: a czy planujesz korzystać z nauki? Bo nauka, z którą się zetkniesz na studiach, jest międzynarodowa z samej swojej natury. Podręczniki, artykuły, bazy danych, narzędzia, standardy, wszystko to powstaje w obiegu światowym, przeważnie po angielsku. Na uczelni umiędzynarodowionej ten świat przychodzi do ciebie sam: masz zajęcia z wykładowcami, którzy prowadzą badania z partnerami zagranicznymi i przynoszą je prosto do Sali wykładowej, siedzisz w ławce obok koleżanki z innego kontynentu, możesz wejść do projektu, w którym pracują ludzie z kilku krajów, nie ruszając się z Rzeszowa. Erasmus czy CEEPUS są świetne, ale to tylko jedna z furtek. Umiędzynarodowienie to nie wyjazd – to środowisko, w którym się uczysz i pracujesz. A umiejętność pracy z ludźmi myślącymi inaczej niż my przyda się każdemu, niezależnie od tego, czy kiedykolwiek spakuje walizkę. Zwłaszcza, jeśli ktoś po studiach trafi do firmy, która ma oddziały na kilku kontynentach. Jeśli na studiach nie miał doświadczenia takich kontaktów, może być mu trudniej.
Co WSIiZ straciłaby bez umiędzynarodowienia?
Gdyby WSIiZ zrezygnowała z umiędzynarodowienia – co straciłaby jako pierwsze?
– Dostęp do krwiobiegu nauki: wymiana pomysłów, recenzji, pytań i wątpliwości z ludźmi spoza naszego krajowego podwórka. Nauka uprawiana wyłącznie we własnym gronie bardzo szybko zaczyna się kręcić w kółko; przestaje być weryfikowana, a więc przestaje się rozwijać. Czasem używa się nawet dość pejoratywnego określenia „chów wsobny”. My w Polsce już to przerabialiśmy i wiemy, jak to się kończy. W czasach komunizmu polski uczony mógł wymieniać myśli co najwyżej z kolegami z krajów bloku wschodniego; paszport do Oksfordu czy Stanfordu był dobrem reglamentowanym. Skutki tej izolacji nadrabiamy do dziś. A historia nauki uczy, że za nieobecność w światowym obiegu płaci się utratą własnego dorobku. Klasyczny przykład: Karol Adamiecki, inżynier z Dąbrowy Górniczej, już w 1896 roku opracował graficzną metodę planowania pracy w czasie i nazwał ją harmonogramem. Słowo przyjęło się w polszczyźnie na dobre, wszyscy go dziś używamy. Tyle że Adamiecki swoje wyniki prezentował po polsku i po rosyjsku, a pełną publikację ogłosił dopiero w 1931 roku. Tymczasem Amerykanin Henry Gantt podobny wykres opublikował w 1910 roku w międzynarodowym obiegu i cały świat mówi dziś o wykresie Gantta, nie Adamieckiego. Dla równowagi przykład odwrotny: Jan Czochralski opisał swoją metodę otrzymywania monokryształów w czasopiśmie o zasięgu międzynarodowym i dlatego cała światowa elektronika do dziś mówi o metodzie Czochralskiego. Różnica między losem tych dwóch uczonych to właśnie różnica między nauką obecną w świecie a nauką uprawianą do szuflady, choćby najbardziej genialną.
– Gdybyśmy więc zrezygnowali z umiędzynarodowienia, najpierw stracilibyśmy tę obecność: nasze wyniki przestałyby krążyć w światowym obiegu, nasi badacze przestaliby być zapraszani na zagraniczne sympozja i konferencje, nasze pomysły odkrywałby po latach ktoś inny i publikował je pod własnym nazwiskiem. Potem posypałyby się rzeczy bardzieuj wymierne: konsorcja, europejskie programy badawcze, wspólne publikacje, miejsce w sojuszu takim jak SUNRISE. Uczelnia zamknięta na świat może jeszcze długo funkcjonować, nawet kształcić studentów, ale będzie miała coraz mniej do powiedzenia i zaoferowania.


