Tęsknota za domem, poczucie izolacji, trudności w budowaniu relacji i stres adaptacyjny to wyzwania, z którymi mierzy się wielu studentów, zarówno z Polski, jak i z zagranicy. O tym, kiedy samotność staje się realnym problemem, jak bariery językowe wpływają na dobrostan psychiczny, oraz w jaki sposób uczelnia może wspierać integrację studentów, mówi psycholog akademicki Maryna Kuzmyn.

Maryna Kuzmyn – psycholożka i terapeutka traumy. Posiada doświadczenie w pracy psychologicznej z młodzieżą i dorosłymi, w tym z byłymi wojskowymi (m.in. terapia w zakresie zespołu stresu pourazowego). Pracuje z zaburzeniami nastroju, depresją, lękami oraz problemami w relacjach interpersonalnych. Pomaga w zakresie rozwoju osobistego odkrywać potencjał i kreować bardziej satysfakcjonujące życie. Towarzyszy w zmianie, wspiera w odzyskaniu równowagi. W pracy łączy swoje umiejętności z empatią, głęboką analizą oraz elastycznością. Zajmuje się terapią traumy oraz wyzwaniami związanymi z utrzymaniem relacji interpersonalnych. W Akademickie Centrum Rozwoju Osobistego i Wsparcia Psychologicznego WSIiZ odpowiada za konsultacje psychologiczne i konsultacje z zakresu rozwoju osobistego w języku polskim oraz ukraińskim dla pracowników i studentów.

Maryna Kuzmyn

Czym jest tęsknota za domem w kontekście życia akademickiego i kiedy staje się realnym problemem dla studenta?

Maryna Kuzmyn: Tęsknota za domem to jedna z najbardziej uniwersalnych reakcji na zmianę, a jednocześnie jedna z tych, o których rzadko mówi się otwarcie w środowisku akademickim. Kiedy opuszczamy znane miejsce, tracimy nie tylko rodzinę czy znajomych. Tracimy też całą niewidzialną strukturę codzienności: rutynę, zapachy, dźwięki, rytm dnia, poczucie, że wiemy, jak poruszać się po świecie. To bezpieczeństwo, a my często nawet nie zdajemy sobie z niego sprawy, dopóki nie zostanie przerwane.

Tęsknota nie świadczy o słabości, niedojrzałości ani o tym, że student „nie nadaje się” do życia. Świadczy o tym, że był przywiązany do czegoś wartościowego. Problem pojawia się wtedy, gdy tęsknota przestaje być tłem i zaczyna być pierwszym planem. Gdy trudno wstać rano. Gdy nauka przestaje mieć sens. Gdy student wycofuje się z relacji, nie dlatego, że wymaga chwili przerwy, ale dlatego, że nie ma już siły na kontakt. Gdy jedyną myślą przynoszącą ulgę jest powrót do domu – nie jako upragniony wyjazd, ale jako ucieczka. Jeśli taki stan trwa dłużej niż cztery do sześciu tygodni i nic się nie zmienia, warto uświadomić sobie, że możemy potrzebować wsparcia, którego jeszcze nie otrzymaliśmy.

Jakie są najczęstsze objawy poczucia izolacji u studentów, zarówno tych z Polski, jak i z zagranicy?

MK: Izolacja rzadko wygląda tak, jak ją sobie wyobrażamy. To nie zawsze ktoś przebywający sam w rogu sali, nieodzywający się do innych. Często jest zupełnie niewidoczna z zewnątrz i właśnie dlatego jest tak niebezpieczna, zarówno dla otoczenia, jak i dla samego studenta.

Skutki psychiczne to bezpośrednie przejście do chronicznego zmęczenia bez wyraźnego powodu, narastająca niechęć do wychodzenia z pokoju, poczucie, że „wszystkim innym jest łatwiej”, i że coś jest nie tak tylko z nami. To zastępowanie realnego kontaktu biernym przeglądaniem mediów społecznościowych, paradoksalnie właśnie wtedy, gdy najbardziej brakuje bliskości. To problemy ze snem, z koncentracją, z podstawowymi zadaniami, które wcześniej były oczywiste.

Ciało też reaguje i to często wcześniej niż psychika. Bóle głowy, problemy żołądkowe, nawracające przeziębienia, osłabiona odporność. Samotność dosłownie boli. Badania neurobiologiczne dowodzą, że mózg traktuje ból społeczny tak samo jak ból fizyczny. Wiele osób opisuje izolację jako patrzenie na życie przez szybę. Widzą innych, słyszą śmiech, zauważają, jak ktoś nawiązuje więzi, ale czują się od tego oddzieleni niewidzialną barierą. A problem polega na tym, że z zewnątrz nikt tego nie widzi.

Z czego najczęściej wynika osamotnienie w pierwszych miesiącach studiów i jakie czynniki je nasilają?

MK: Główna przyczyna jest prosta, choć rzadko nazwana wprost: student nagle traci połączenie z siecią wsparcia, która została zbudowana przez całe szkolne życie. Przez lata otaczali go ci sami ludzie – w klasie, w sąsiedztwie, na zajęciach dodatkowych. Relacje powstawały automatycznie, przez bliskość i powtarzalność. Na studiach tego nie ma. Trzeba zacząć od zera, i to jest trudne nawet dla osób z natury otwartych i towarzyskich.

Do tego dochodzą nierealistyczne oczekiwania. „Studia to najpiękniejszy czas życia” – to przekonanie wywiera presję na wielu osobach. Filmy, seriale, opowieści starszego rodzeństwa kreują obraz studiów jako nieustającej przygody, pełnej przyjaźni i wolności. Kiedy sytuacja jest inna, kiedy pierwsze tygodnie są trudne, samotne i dezorientujące, pojawia się wrażenie, że coś jest nie tak z nami. A to nieprawda. Budowanie relacji od zera po prostu wymaga czasu, a tego czasu nikt nam oficjalnie nie przyznaje.

Dochodzi także skłonność do porównywania się z innymi, którzy wydają się pewniejsi siebie, bardziej zakorzenieni, bardziej „na miejscu” – choć często oni też czują to samo.

Czy tęsknota za domem przebiega inaczej u studentów zagranicznych niż u polskich? Jakie są kluczowe różnice w przeżywaniu tych emocji?

MK: Rdzeń doświadczenia jest ten sam – brakuje bliskich, znajomego miejsca, bezpiecznej rutyny. Ale kontekst, skala i intensywność tych wydarzeń są zupełnie różne. Ważne jest, aby to rozróżnienie rozumieć, bo inaczej łatwo zbagatelizować sytuację studentów zagranicznych albo, z drugiej strony, uznać też, że studenci polscy nie potrzebują wsparcia.

Student z Polski, który wyjeżdża do innego miasta na studia, tęskni za osobami i miejscami. Ale rozumie otoczenie, zna język, zna kulturę, wie, jak działają instytucje, wie, czego się spodziewać. Może pojechać do domu na weekend, kiedy naprawdę tego potrzebuje. Nowe środowisko jest inne, ale nie jest obce w głębszym znaczeniu tego słowa.

Student zagraniczny traci niemal wszystko naraz. Dom, język, kulturę, zwyczaje, zasady funkcjonowania instytucji, a często nawet rytm dnia i jedzenie, które zna od dziecka. Psychologowie nazywają to dezorientacją kulturową i jest to coś poważniejszego niż zwykła nostalgia. To poczucie, że zasady gry w nowym miejscu są zupełnie inne i nikt ich nie wyjaśnił. Że nawet najprostsze rzeczy, jak wizyta u lekarza, rozmowa w dziekanacie, wymagają dodatkowego wysiłku i odwagi. A do tego najczęściej nie ma możliwości szybkiego powrotu do domu, aby móc odetchnąć. Dom jest za daleko – geograficznie, finansowo, logistycznie. I ta niemożność ucieczki jest ukrytym ciężarem.

Jak dużą rolę w poczuciu izolacji odgrywają bariery językowe i kulturowe w przypadku studentów międzynarodowych?

MK: Ogromną! Bariera językowa to nie tylko problemy z komunikacją na uczelni czy w urzędzie. Przede wszystkim to niemożność bycia sobą w pełni. Kiedy nie zna się dobrze języka, nie można być dowcipnym, subtelnym, ironicznym, empatycznym tak, jak naprawdę się jest. Student staje się uproszczoną, okrojoną wersją siebie, i to jest głęboko wyczerpujące i frustrujące. Bo w środku jest ta sama osoba, z całym swoim humorem i wrażliwością, ale nie może tego udostępnić. Wiele osób z zagranicy przez pierwsze miesiące „gra”, udając, że rozumieją więcej niż w rzeczywistości, aby nie wypaść słabiej, aby nie spowalniać grupy, aby nie być tym „problemem”. To jest wysiłek, który pochłania ogromne zasoby energii potrzebne na wszystko inne – na naukę, na budowanie relacji, na adaptację.

Bariera kulturowa jest jeszcze subtelniejsza, bo niewidoczna i trudna do nazwania. Różne systemy wartości, inne normy dotyczące bezpośredniości i dystansu, inny rytm rozmowy, inne zasady dotyczące tego, kiedy można żartować, a kiedy trzeba być poważnym, to wszystko prowadzi do nieporozumień, których podłoże jest niejawne. Student zagraniczny może odebrać coś jako odrzucenie, co w polskiej kulturze jest po prostu neutralne. Może poczuć się zlekceważony tam, gdzie nikt nie miał złych intencji. I odwrotnie – jego działanie może być błędnie odczytane przez otoczenie. Kiedy czegoś nie rozumiemy, interpretujemy to przez pryzmat własnych uprzedzeń i wyciągamy fałszywe wnioski. Dlatego tak ważny jest – mentor, opiekun, starszy student, kto może te różnice wyjaśnić i je oswoić.

W jaki sposób lęk przed brakiem akceptacji w grupie rówieśniczej wpływa na budowanie relacji i aktywność studencką?

MK: Lęk przed odrzuceniem działa jak pułapka, i to szczególnie podstępna, bo sama się zamyka. Student boi się, że nie zostanie zaakceptowany, więc nie wychodzi z inicjatywą. Nie zagaduje pierwszy, nie proponuje wyjścia, nie zapisuje się do kół naukowych, bo myśli: „i tak pewnie nie polubią kogoś takiego jak ja”. A ponieważ nie wykazuje inicjatywy, nikt go nie zaprasza, bo inni też mają swoje obawy i czekają, aż ktoś zrobi ten pierwszy krok. I w ten sposób wzmacnia się przekonanie: „Wiedziałem, że tu nie pasuję”. To klasyczne samospełniające się proroctwo i najtragiczniejsze w nim jest to, że student nigdy nie dowiaduje się, jak by było, gdyby jednak spróbował.

Ten mechanizm ma także konsekwencje dla aktywności studenckiej. Lęk przed oceną hamuje angażowanie się w koła naukowe, samorządy studenckie, wolontariat, projekty grupowe, a to właśnie te miejsca są najlepszą drogą do nawiązania znajomości. Nie wielkie imprezy integracyjne, nie krótkie rozmowy na korytarzach, ale wspólne działanie wokół czegoś, co ma sens.

Czy studenci zagraniczni częściej doświadczają silniejszego stresu adaptacyjnego niż studenci z Polski? Jeśli tak, to z czego to wynika?

MK: Tak. I jest to dobrze znane w literaturze, ale warto to powiedzieć wyraźnie: nie dlatego, że studenci zagraniczni są słabsi, mniej odporni czy mniej gotowi do samodzielności. Wynika to z faktu, że skala zmian, których muszą dokonać, jest znacznie większa.

Nowy system edukacji, nowy język wykładowy, nowa kultura, inne przepisy prawne i administracyjne, inne jedzenie, inne relacje, inny klimat – i to wszystko naraz, na samym początku, kiedy wsparcie bliskich jest najdalej, a sieć wsparcia najcieńsza. Psychologowie nazywają to stresem akulturacyjnym, to coś jakościowo innego niż zwykły stres z pierwszego etapu samodzielnego życia.

Dochodzi do tego presja, która często pozostaje niewidoczna dla otoczenia: poczucie, że reprezentuje się nie tylko siebie, ale cały swój kraj. Że nie można sobie pozwolić na słabość, bo to rzuci cień na wszystkich, którzy stamtąd pochodzą. To ogromny ciężar, który tacy studenci dźwigają w ciszy. Wiele osób pochodzi też z kultur, w których szukanie pomocy jest silnie stygmatyzowane, gdzie mówienie o trudnościach psychicznych jest postrzegane jako słabość lub wstyd dla rodziny. To sprawia, że nawet gdy jest naprawdę ciężko, trudno o tym powiedzieć. Trudno poprosić o pomoc. I trudno ją przyjąć, nawet kiedy jest oferowana.

Jakie mechanizmy radzenia sobie z samotnością najczęściej wybierają studenci, i które z nich są najbardziej skuteczne?

MK: Najskuteczniejsze strategie to te, które tworzą strukturę powtarzających się spotkań z tymi samymi ludźmi. Koło naukowe, zespół sportowy, wolontariat, zajęcia artystyczne, klub językowy, cokolwiek, co sprawia, że ludzie regularnie wracają, angażując się i poznając siebie nawzajem. Przyjaźń buduje się przez powtarzalność, nie przez intensywność – cotygodniowy trening czy próba zespołu sprawia, że obcy stają się znajomymi, a znajomi – bliskimi.

Ważne jest też, aby nie czekać, aż będzie się „gotowym” na kontakt. Czasami wystarczy jeden krok: napisać pierwszy, zapytać o notatki, zaproponować wspólne wyjście po zajęciach.

Z kolei strategie, które przynoszą chwilową ulgę, ale długoterminowo pogłębiają izolację, to korzystanie z mediów społecznościowych jako substytutu kontaktu, oglądanie seriali jako ucieczka od rzeczywistości oraz – szczególnie w przypadku studentów polskich – wyjazdy do domu co weekend. Ten ostatni mechanizm jest szczególnie zdradliwy, bo daje chwilowe ukojenie, ale jednocześnie uniemożliwia zakorzenienie się w nowym miejscu. Każdy powrót sprawia, że nowe środowisko pozostaje obce i koło się zamyka. Kluczowa zasada brzmi: bliskość plus czas plus powtarzalność. To jest przepis na więzi, a studia, wbrew pozorom, stwarzają ku temu doskonałe warunki. Trzeba tylko pozwolić, aby ten proces zadziałał.

Wsparcie oferowane przez uczelnie ma także istotne znaczenie dla funkcjonowania studentów i ich adaptacji w środowisku akademickim.

Kiedy tęsknota i izolacja powinny skłonić studenta do skorzystania z pomocy psychologicznej i jak przełamać opór przed jej szukaniem?

MK: Odpowiedź na pytanie „kiedy” jest kluczowa, bo wielu studentów zwleka zbyt długo. Często dlatego, że nie wie, gdzie leży granica między „normalnym” smutkiem a czymś, co warto skonsultować ze specjalistą.

Opór przed szukaniem pomocy jest powszechny i całkowicie zrozumiały. Pojawia się lęk przed oceną – „co pomyślą inni?”. Pojawia się wątpliwość – „moje problemy nie są tak ważne, są inni, którzy mają gorzej”. Pojawia się poczucie winy – „nie powinienem zabierać czasu komuś, kto naprawdę tego potrzebuje”. To wszystko są myśli, które wiele osób zna, i które skutecznie powstrzymują od wykonania pierwszego kroku.

Ale psycholog akademicki jest właśnie po to, by pomóc w trudnym czasie adaptacji, a nie tylko w przypadkach zaburzeń, w klinicznym znaczeniu tego słowa. Można przyjść tylko dlatego, że jest ciężko. Że coś nie działa. Że nie wiadomo, co zrobić. To wystarczy. Dobry pierwszy krok to powiedzieć sobie: „Idę na jedną wizytę. Sprawdzę, jak to wygląda”. Wiele osób, które się przełamały, mówi po pierwszej rozmowie: „Żałuję, że czekałem tak długo. Nie wiedziałem, że to może tak pomóc”.

Jeśli dojdziemy do etapu myślenia – czy moje życie ma sens, czy świat nie byłby lepszy beze mnie – to już nie jest moment na odkładanie decyzji! To sygnał do natychmiastowego działania: rozmowy z psychologiem, psychiatrą lub kontaktu z telefonem zaufania. W takim przypadku nie trzeba być silnym. Trzeba tylko powiedzieć komuś, co się dzieje.

Rozmawiała Anna Klee-Bylica z Biura prasowego i PR WSIiZ.

Nie jesteś sam – nie bój się prosić o pomoc

W Wyższej Szkole Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie doskonale rozumiemy, że okres studiów to czas intensywnego rozwoju, ale także momenty kryzysów, stresu, czy wątpliwości, dlatego wychodzimy naprzeciw tym problemom. Od 2017 roku na uczelni działa Akademickie Centrum Rozwoju Osobistego i Psychoterapii WSIiZ – pierwsza tego rodzaju placówka na Podkarpaciu, której celem jest wspieranie studentów na każdym kroku. To miejsce, gdzie możesz znaleźć profesjonalne wsparcie psychologiczne, które pomoże Ci zrozumieć swoje emocje, poradzić sobie z trudnościami i znaleźć właściwe rozwiązania.