Czy studia mają jeszcze sens w świecie, w którym 18-latkowie zakładają firmy, a sukcesy Marka Zuckerberga rozpalają wyobraźnię kolejnych pokoleń? Dr Magdalena Olczak Nowicka przekonuje, że edukacja i biznes nie są konkurencją, lecz mogą się wzajemnie wzmacniać, o ile uczelnia nadąża za rzeczywistością.

Ile startupów, w które Pani inwestowała, po prostu umarło? I co Pani powiedziała ich założycielom po tym, jak pieniądze przepadły?

*Dr Magdalena Olczak-Nowicka: Zacznijmy od tego, czym w ogóle jest venture capital. To finansowanie wysokiego ryzyka. Wszyscy, którzy biorą udział w takiej inwestycji – zarówno inwestorzy, jak i founderzy – wiedzą, że nie każdy startup odniesie sukces. Gdyby ryzyko było małe, nie byłoby też szans na ponadprzeciętne zyski.

W praktyce oznacza to, że sporo startupów upada. I to jest całkowicie normalne. Oczywiście wszyscy starają się wybierać projekty, które mają największe szanse na sukces, ale czasami o wyniku decydują rzeczy, których nie da się przewidzieć. Zmienia się rynek, pojawia się konkurencja, przychodzi kryzys, albo po prostu zabraknie odrobiny szczęścia.

Kiedy startup upada, to zwykle są to trudne rozmowy. Ale warto pamiętać, że nieudana firma, nie oznacza nieudanego przedsiębiorcy. W Polsce wciąż często patrzymy na biznes przez pryzmat sukcesów i porażek. Tymczasem w Stanach Zjednoczonych doświadczenie zamknięcia jednej czy dwóch firm bywa wręcz atutem. Oznacza, że ktoś już popełnił błędy, wyciągnął z nich wnioski i następnym razem ma większą szansę zrobić coś naprawdę dużego.

Polska scena startupowa.  Jesteśmy wschodzącą potęgą czy wciąż prowincją Europy z ambicjami powyżej możliwości?

Dr M.O-N: Jeśli patrzymy na Europę Środkowo-Wschodnią, to Polska już jest liderem. Nasze startupy należą do najbardziej rozpoznawalnych w regionie, a liczba ciekawych firm technologicznych rośnie z roku na rok.

Czy jesteśmy drugim Berlinem? Jeszcze nie. Ale mam wrażenie, że po raz pierwszy od dawna zaczynamy grać w trochę innej lidze, niż reszta regionu.

Najbardziej widać to po tym, kto do kogo dziś jeździ. Jeszcze kilka lat temu polscy founderzy pakowali walizki i lecieli do USA szukać inwestorów. Dzisiaj coraz częściej słyszymy historie odwrotne. To fundusze z Ameryki przylatują do Warszawy, bo zainteresował ichto, co dzieje się na polskim rynku.

Coraz więcej osób przyjeżdża też do Polski, żeby zakładać firmy i rozwijać biznes. Tego nie da się łatwo pokazać na wykresie, ale jeśli działa się w tym środowisku na co dzień, to naprawdę czuć zmianę. Polska przestaje być miejscem, z którego trzeba wyjechać, żeby zrobić duży biznes. Coraz częściej staje się miejscem, do którego warto przyjechać.

Kiedy ostatni raz polska firma technologiczna naprawdę zaskoczyła świat. Nie Europę Środkową, ale świat?

Dr M.O-N: Właściwie dzieje się to na naszych oczach. Najlepszym przykładem jest ElevenLabs – firma, która dzięki AI potrafi zamieniać tekst na bardzo naturalnie brzmiącą mowę. Jeśli oglądaliście kiedyś film z dubbingiem wygenerowanym przez sztuczną inteligencję, jest duża szansa, że stała za tym właśnie ich technologia.

ElevenLabs w bardzo krótkim czasie osiągnęło status jednorożca, czyli startupu wartego ponad miliard dolarów, a w spółkę zainwestowały jedne z najbardziej prestiżowych funduszy venture capital na świecie.

Najciekawsze jest to, że to nadal polska firma. Choć działa globalnie, jej założyciele nadal są mocno związani z Warszawą i zatrudniają wielu Polaków. Co więcej, coraz częściej wspierają kolejne startupy, inwestują, doradzają i dzielą się kontaktami. W świecie technologii mówi się nawet o „mafii PayPala”, czyli grupie byłych pracowników, którzy stworzyli później dziesiątki nowych firm m.in. Elonie Musku i Peterze Thielu. Mam wrażenie, że podobny proces zaczyna się właśnie wokół ElevenLabs.

A to bardzo dobra wiadomość. Bo największą wartością udanego startupu nie są tylko pieniądze, które zarobił. Są nią także doświadczenie, kontakty i ambicje, które później trafiają do kolejnych firm. Dzięki temu cały ekosystem rośnie znacznie szybciej.

Zuckerberg, Jobs, Branson — wszyscy rzucili studia i zmienili świat. Dlaczego 18-latek, który chce robić biznes, ma iść na studia zamiast od razu zakładać firmę?

Dr M.O-N: Zawsze przywołujemy te same nazwiska: Zuckerberga, Jobsa czy Bransona. Problem w tym, że znamy ich właśnie dlatego, że im się udało. Nie znamy tysięcy osób, które również rzuciły studia, ale ich firmy nigdy nie odniosły sukcesu.

Zwróciłabym uwagę na dwie najważniejsze kwestie. Po pierwsze, studia to nie tylko nauka. To także kilka lat, podczas których człowiek uczy się samodzielności, poznaje ludzi, buduje przyjaźnie i często po raz pierwszy ma okazję sprawdzić, kim naprawdę chce być. Szkoda byłoby z tego rezygnować tylko dlatego, że w wieku osiemnastu lat wydaje nam się, że musimy natychmiast podbić świat biznesu.

Po drugie, bardzo zmieniły się same studia. Kiedy ja wybierałam kierunek, wiele osób szło na uczelnię głównie po dyplom, już na starcie wiedząc, że prawdopodobnie nie będzie pracować w wyuczonym zawodzie. Dziś oferta jest znacznie ciekawsza. Można wybrać kierunki bardzo blisko związane z konkretną branżą, zdobywać praktyczne doświadczenie i budować sieć kontaktów jeszcze przed wejściem na rynek pracy.

Czy można założyć świetną firmę bez studiów? Oczywiście. Ale nie traktowałabym studiów i biznesu jako dwóch przeciwstawnych dróg. Coraz częściej można robić jedno i drugie jednocześnie. I właśnie to wydaje mi się dziś najciekawszą opcją.

Biznes i innowacje

Gdyby Pani dziecko powiedziało: „Mam gotowy pomysł na startup, nie idę na studia”, co by Pani odpowiedziała?

Dr M.O-N: Oczywiście każdy przypadek jest inny. Jeśli ktoś ma osiemnaście lat, świetny pomysł, pierwszych klientów i wszystko wskazuje na to, że biznes naprawdę zaczyna działać, to nie ma sensu udawać, że nic się nie dzieje. Ale studia i startup wcale nie muszą się wykluczać.

Znam wiele osób, które właśnie na uczelni wpadły na pomysł na własną firmę. Miały dostęp do laboratoriów, naukowców, mentorów czy programów wspierających przedsiębiorczość. Czasami promotorem pracy dyplomowej była osoba, która później została pierwszym doradcą, partnerem biznesowym, a nawet inwestorem.

Mam też wrażenie, że uczelnie bardzo się zmieniają. Coraz rzadziej są miejscem, gdzie student tylko siedzi na wykładach i słucha mądrzejszych od siebie. Coraz częściej stają się przestrzenią do zdobywania doświadczeń, testowania pomysłów i poznawania ludzi, z którymi można później budować biznes.

Dlatego gdyby moje dziecko powiedziało: „Mam pomysł na startup, nie idę na studia”, odpowiedziałabym: „Świetnie, rozwijaj ten pomysł. Ale zastanów się, czy naprawdę musisz rezygnować z czegoś, co może Ci w tym pomóc”.

Obserwuje Pani studentów z bliska. Są naprawdę lepiej przygotowani do biznesu, niż Pani pokolenie, czy tylko lepiej potrafią o sobie mówić na TikToku?

Dr M.O-N: Myślę, że główna różnica polega na tym, że młodzi ludzie znacznie częściej, niż moje pokolenie w ogóle rozważają założenie własnej firmy. Kiedy ja studiowałam, dominowało myślenie: skończyć studia, znaleźć dobrą pracę, awansować. Dziś dla wielu osób biznes jest jedną z naturalnych ścieżek kariery.

Nie wynika to jednak z tego, że młode pokolenie jest bardziej przedsiębiorcze z natury. Po prostu żyje w zupełnie innych czasach. Jako społeczeństwo jesteśmy znacznie bogatsi, niż dwadzieścia lat temu, a to oznacza, że wydajemy pieniądze na rzeczy, które kiedyś były luksusem, albo w ogóle nie istniały.

Kiedy opowiadam o tym młodym ludziom, podaję prosty przykład. Dwadzieścia lat temu o barberach słyszeliśmy głównie w zagranicznych filmach i serialach. Dziś takie salony są niemal na każdym rogu większego miasta. Podobnie jest z wieloma hobby, formami spędzania wolnego czasu czy usługami, o których wcześniej nikt nawet nie myślał. A tam, gdzie pojawiają się nowe potrzeby, pojawiają się też nowe firmy.

Czy dzisiejsi studenci są lepiej przygotowani do biznesu? Nie jestem pewna. Na pewno mają więcej narzędzi, więcej inspiracji i więcej przykładów ludzi, którzy odnieśli sukces. Ale nadal, tak jak kiedyś, o powodzeniu firmy decydują przede wszystkim umiejętność rozwiązywania realnych problemów, konsekwencja i ciężka praca. Tego TikTok jeszcze nikogo nie nauczył.

I na koniec, dlaczego studia na kierunku Biznes i innowacje we WSIiZ to dobry wybór?

Dr M.O-N: Przede wszystkim dlatego, że chcemy rozmawiać o biznesie tak, jak wygląda on naprawdę, a nie tylko tak, jak opisują go podręczniki.

Nie będziemy uczyć się definicji na pamięć. Zamiast mówić o cyfryzacji, przeanalizujemy firmy, które ją tworzyły. Zastanowimy się, dlaczego Facebook odniósł spektakularny sukces i jakie problemy pojawiły się później. Nie będziemy opowiadać ogólnie o e-commerce, tylko sprawdzimy, co stało za sukcesem Allegro czy InPostu.

Biznes zmienia się dziś tak szybko, że wielu rzeczy nie da się nauczyć wyłącznie z książek. Dlatego będziemy pracować na aktualnych przykładach, czytać wywiady, słuchać podcastów i spotykać się z przedsiębiorcami, którzy na co dzień podejmują prawdziwe decyzje biznesowe.

Oczywiście teoria jest potrzebna. Trudno zrozumieć współczesny świat bez podstaw ekonomii, finansów czy zarządzania. Ale teoria ma być dla nas narzędziem do zrozumienia rzeczywistości. Dzięki niej łatwiej odpowiedzieć na pytania, dlaczego Shein tak szybko podbił świat, skąd bierze się ekspansja chińskich producentów samochodów albo jak firmy wykorzystują sztuczną inteligencję do budowania przewagi konkurencyjnej.

Chcemy, żeby studenci nie tylko wiedzieli, jak działa biznes, ale przede wszystkim potrafili zrozumieć, dlaczego jedne firmy odnoszą sukces, a inne znikają z rynku.

*Dr Magdalena Olczak-Nowicka inwestorka i mentorka z ponad 10-letnim doświadczeniem w budowaniu ekosystemu startupowego w Polsce. Inwestuje na wczesnych etapach – pre-seed i seed – w obszarze fintech i transformacji cyfrowej. Pracowała w polskich funduszach korporacyjnych, realizowała inwestycje w ORLEN VC i Digital Ocean Ventures. Przeprowadzała wyjścia i budowała spółki w ramach venture buildingu. Zna proces inwestycyjny od analizy projektu po zamknięcie rundy.