Praca w agencji to sprint przez dziesiątki procesów, narzędzi i branż. Praca po stronie klienta – maraton po stabilną ścieżkę kariery. O tym, który model rozwoju naprawdę procentuje w dłuższej perspektywie, opowiada Wojciech Szymański, CEO Ideo Force.
Praca w agencji czy po stronie klienta? Które miejsce pracy jest lepsze, daje bardziej stabilne zatrudnienie i perspektywę rozwoju?
dr Wojciech Szymański*: Wybór między agencją a pracą po stronie klienta to w rzeczywistości decyzja o tym, jaki model rozwoju najbardziej nam w danym momencie odpowiada, bo oba te środowiska kształtują zupełnie inne umiejętności.
W agencji wszystko dzieje się znacznie szybciej i to jest jej największy atut, ponieważ w krótkim czasie można poznać dziesiątki różnych procesów, narzędzi i branż. Naturalnie wiąże się to z dużą liczbą deadline’ów, które wymuszają ogromną dyscyplinę, oraz z faktem, że de facto ma się wielu szefów, ponieważ każdy klient wnosi własne wymagania i różne style komunikacji. Taka dynamika bywa wymagająca, ale z drugiej strony gwarantuje stały dostęp do nowinek i szkoleń, co sprawia, że rzadko wypada się z obiegu technologicznego czy rynkowych trendów.
Z kolei praca bezpośrednio w firmie oferuje zupełnie inny rodzaj satysfakcji i znacznie większy spokój operacyjny, który pozwala na budowanie stabilnej ścieżki zawodowej. Moim zdaniem nie ma tu jednej, lepszej drogi, ponieważ agencja uczy zwinności oraz błyskawicznego rozwiązywania problemów pod presją, natomiast praca u klienta daje solidne fundamenty strategiczne i uczy cierpliwości w dążeniu do celu.
Jak w ostatnich latach zmieniły się oczekiwania wobec specjalistów ds. digital marketingu?
dr W. Sz.: Przede wszystkim oczekiwane zaczęły być umiejętności miękkie. Ważna jest umiejętność komunikowania się i pracy w zespole. Co więcej, kiedyś wystarczyło sprawne poruszanie się w panelach reklamowych czy znajomość algorytmów, dziś natomiast kluczowe stało się rozumienie szerokiego kontekstu rynkowego i umiejętność łączenia kropek między technologią a realnym wynikiem finansowym firmy.
Które umiejętności są dziś najważniejsze przy rekrutacji marketingowców: analityczne, kreatywne, czy może technologiczne?
dr W. Sz.: To pytanie jest o tyle trudne, że w nowoczesnym marketingu nie istnieje już jeden, uniwersalny wzorzec idealnego kandydata. Wszystko zależy od konkretnego działu i roli, jaką dana osoba ma pełnić w strukturze. Każdy obszar wymaga zupełnie innego rozłożenia akcentów między analityką, technologią a kreatywnością.
Przykładowo, od kierownika projektów oczekuję przede wszystkim żelaznej dyscypliny, umiejętności procesowych i sprawnego posługiwania się technologią do zarządzania zadaniami, bo to on jest tym spoiwem, które trzyma cały proces w ryzach. Z kolei grafik musi oczywiście wykazać się wysoką estetyką i kreatywnością, ale dziś to nie wystarczy – musi też rozumieć technologię, by sprawnie korzystać z narzędzi wspieranych przez sztuczną inteligencję, które przyspieszają jego pracę. Jeszcze inaczej patrzę na specjalistę od social media, u którego szukam unikalnego miksu: musi być na tyle analityczny, by zrozumieć dane z paneli reklamowych, i na tyle kreatywny, by w ułamku sekundy przyciągnąć uwagę odbiorcy na TikToku czy Instagramie.
Jak duże znaczenie ma znajomość narzędzi AI w codziennej pracy marketerów?
dr W. Sz.: Duże!
Czy rynek bardziej potrzebuje wąskich specjalistów (np. SEO, performance) czy raczej osób o profilu 360°, potrafiących łączyć kilka kompetencji?
dr W. Sz.: W mojej ocenie rynek coraz wyraźniej premiuje specjalistów o profilu „T-shaped” i to oni są dziś najbardziej poszukiwani. Chodzi o osoby, które mają jedną bardzo silną, twardą kompetencję, ale jednocześnie posiadają szerokie rozeznanie w pozostałych obszarach marketingu.
Tak jak wspomniałem wcześniej, dzisiaj samo sprawne poruszanie się w panelach reklamowych czy znajomość algorytmów to za mało. Prawdziwa wartość pojawia się tam, gdzie specjalista potrafi zrozumieć szeroki kontekst rynkowy.
Jakie są dziś realne widełki wynagrodzeń w marketingu internetowym, od juniorów po seniorów?
dr W. Sz.: Widełki w marketingu są dziś niezwykle rozpięte. Wszystko zależy od konkretnego działu, specjalizacji, a przede wszystkim od poziomu realnej odpowiedzialności za wynik biznesowy. Jeśli spojrzymy na rynek szeroko, mówimy o kwotach od kilku do nawet kilkudziesięciu tysięcy złotych miesięcznie.
Od czego w praktyce najbardziej zależą zarobki marketingowca? Od doświadczenia, wyników kampanii, znajomości narzędzi, czy branży klienta?
dr W. Sz.: W praktyce zarobki są wypadkową wielu czynników, takich jak: popyt na dane stanowisko (czyli jak jesteś potrzebny), poziomu doświadczenia (junior vs senior) i oczywiście odpowiedzialność za wynik biznesowy.
Jak oceniasz dopasowanie programów studiów marketingowych i e‑biznesowych do realnych potrzeb rynku?
dr W. Sz.: Studia dają coś, czego szybkie kursy często nie potrafią przekazać: szeroki kontekst i umiejętność krytycznego myślenia. To, co dziś jest najcenniejsze u kandydata, czyli wspomniany profil T-shaped i zrozumienie mechanizmów rynkowych, może mieć swoje źródło właśnie w rzetelnym wykształceniu akademickim, o ile student sam zadba o praktyczne uzupełnienie wiedzy.
Czy branży marketingi w ogóle wyższe wykształcenie ma jakiekolwiek znaczenie? Jeśli tak, to lepiej ukończyć studia kierunkowe, czy takie niezwiązane z branżą?
dr W. Sz.: W branży marketingu wykształcenie wyższe wciąż ma znaczenie, ale pełni zupełnie inną funkcję niż jeszcze dekadę temu. Dzisiaj dyplom nie jest już „przepustką” do zawodu, bo tę rolę przejęły konkretne umiejętności i portfolio, ale stanowi solidny dowód na posiadanie pewnych kompetencji miękkich: umiejętności krytycznego myślenia, zbierania danych i dociągania długofalowych projektów do końca.
Moim zdaniem, najważniejszy jest wspomniany wcześniej model T-shaped. Studia mogą stanowić poziomą kreskę tej litery, czyli dawać szerokie, ogólne rozeznanie w świecie, kulturze i biznesie. Natomiast pionową kreskę, czyli twardą, wąską specjalizację (np. SEO czy Performance), i tak trzeba wypracować samodzielnie na „polu walki”, w agencji lub w dziale marketingu.
Jakie błędy popełniają młodzi kandydaci, starając się o pierwszą pracę w agencji marketingowej? Co sprawia, że finalnie jej nie dostają lub po okresie próbnym umowa nie jest z nimi przedłużana?
dr W. Sz.: Największym błędem młodych kandydatów na etapie rekrutacji jest brak wykazania się inicjatywą i konkretnymi dowodami na zainteresowanie branżą. Jeśli ktoś stara się o pierwszą pracę, nie musi mieć doświadczenia u gigantów, ale powinien pokazać własne projekty, prowadzone przez siebie profile, czy choćby certyfikaty z darmowych kursów Google czy Meta.
Brak takich dowodów sugeruje, że kandydat czeka, aż to my nauczymy go wszystkiego od zera, podczas gdy rynek wymaga dziś dużej samodzielności w zdobywaniu wiedzy.
Jakie cechy lub postawy najczęściej decydują o tym, że junior szybko awansuje?
dr W. Sz.: Kluczowy jest specyficzny zestaw postaw, które sprawiają, że taka osoba przestaje być „wykonawcą poleceń”, a staje się realnym wsparciem dla zespołu.
Najważniejszą cechą jest proaktywność połączona z braniem odpowiedzialności. Junior, który awansuje najszybciej, to ten, który nie czeka na gotową instrukcję krok po kroku, ale wychodzi z własną propozycją rozwiązania. Zamiast zapytać: „Co mam teraz zrobić?”, przychodzi i mówi: „Zauważyłem ten problem i przygotowałem wstępny szkic rozwiązania, co o tym sądzisz?”. Taka postawa pokazuje, że pracownik myśli o biznesie klienta jak o własnym, co jest fundamentem w budowaniu zaufania.
Czy widać dziś niedobór konkretnych talentów na rynku, np. specjalistów od e‑commerce, AI w marketingu, data science?
dr W. Sz.: Nie brakuje już „marketingowców” w ogóle, brakuje natomiast ludzi, którzy potrafią obsługiwać procesy na styku technologii i realnego biznesu. Rynek przeszedł z fazy masowego zatrudniania do fazy selektywnej, szukając ekspertów, którzy potrafią przynieść wartość od pierwszego dnia.
Czy praca hybrydowa i zdalna wpłynęła na model zatrudniania specjalistów w tej branży?
dr W. Sz.: Praca hybrydowa i zdalna zniosły bariery geograficzne, które przez lata ograniczały rynek marketingu. Dodatkowo praca zdalna zweryfikowała, kto naprawdę potrafi „łączyć kropki” i pracować samodzielnie, a kto potrzebuje ciągłego nadzoru.
Jak zmienia się rola agencji marketingowych wobec rosnącej automatyzacji i narzędzi AI? Czy zmienia to również profil poszukiwanych pracowników?
dr W. Sz.: Przestajemy być dostawcami „rąk do pracy”, a stajemy się partnerami strategicznymi i inżynierami procesów. Automatyzacja i AI przejęły najbardziej powtarzalne, techniczne zadania.
Jakie kompetencje warto dziś rozwijać, by przetrwać na konkurencyjnym rynku marketingowym w perspektywie 5–10 lat?
dr W. Sz.: Aby przetrwać i rozwijać się w perspektywie kolejnej dekady, musimy przestać myśleć o marketingu jako o zestawie zamkniętych umiejętności, a zacząć postrzegać go jako ciągły proces adaptacji. W świecie, w którym sztuczna inteligencja będzie już standardem, a nie nowinką, najważniejszą kompetencją stanie się odporność poznawcza i zdolność do błyskawicznego oduczania się starych schematów. To, co dziś jest „najlepszą praktyką”, za pięć lat może być błędem.
Jakiej rady udzieliłby Pan osobie, która dopiero planuje rozpocząć karierę w marketingu cyfrowym?
dr W. Sz.: Budować swoją karierę w modelu T-shaped, mieć inicjatywę, brać odpowiedzialność, ćwiczyć odporność poznawczą i ciągła adaptację, a także zrozumieć jak działa biznes (a nie tylko algorytmy systemów reklamowych).
*dr Wojciech Szymański, CEO agencji e-marketingowej oraz e-commerce Ideo Force Sp. z o.o. Łączy pracę zawodową stricte związaną z e-marketingiem oraz e-commerce z pasją dzielenia się wiedzą. Jest wykładowcą Wyższej Szkoły Informatyki i Zarządzania. Zaprojektował i wdrożył 5 unikatowych kierunków studiów podyplomowych związanych z e-marketingiem oraz uczestniczył w projektowaniu specjalności na studiach I i II stopnia dotyczących wykorzystania Internetu w działalności firm. Angażuje się w rozwój startupów – był mentorem w Startup Weekend, SAMSUNG INKUBATOR, Rzeszów Startup Akcelerator. Był członkiem komitetu oceniającego w akceleratorze „IDEA Global”. Autor wielu książek, artykułów i publikacji, w tym „E-marketing. Planowanie, narzędzia, praktyka” oraz „Content marketing – współczesny poradnik po marketingu treści”.


