Po urodzeniu drugiego dziecka Paulina Rożenek musiała zredefiniować wszystko: od pojęcia sukcesu po codzienne priorytety. Zamiast próbować „robić wszystko naraz”, postawiła na świadome wybory, małe kroki i własne zasady. W rozmowie opowiada, dlaczego macierzyństwo nie musi hamować rozwoju, co naprawdę kosztuje budowanie marki w tym czasie i jak znaleźć model pracy dopasowany do życia, a nie odwrotnie.
Co w Pani myśleniu o karierze musiało się „rozpaść”, żeby po urodzeniu drugiego dziecka mogła ją Pani zbudować na nowo. Już na własnych zasadach?
Paulina Rożenek: Życie polega na tym, że co chwilę się coś rozpada, aby zrobić miejsce na nowe. Ważne, czy mamy tego świadomość i jak do tego podchodzimy. Czy z poziomu walki, czy akceptacji i szukania rozwiązań. Dla mnie najważniejsze pewnie było porzucenie iluzji, że da się zrobić wszystko dobrze zrobić naraz. Nie da się, jest to nawet biologicznie niemożliwe. O czym przekonałam się nie raz.
Po urodzeniu drugiego dziecka musiałam na nowo zdefiniować sukces i zaakceptować, że różne etapy życia wymagają różnych priorytetów. Zrozumiałam też, że rozwój nie zawsze wygląda tak samo, nie zawsze jest i musi być spektakularny. Czasem jest nim konsekwentne wykonywanie małych kroków, nawet wtedy, gdy na co dzień łączysz pracę, opiekę nad dziećmi i zwykłe życiowe obowiązki.
Jednocześnie jestem daleka od romantyzowania przedsiębiorczości. Oprócz odwagi, marzeń i wiary w siebie potrzebna jest również pragmatyka. Trzeba stworzyć ofertę, znaleźć klientów, nauczyć się sprzedawać swoje usługi i realizować obiecane efekty. Od pomysłu do wystawienia pierwszej faktury jest często naprawdę długa droga.
Wiele kobiet słyszy, że macierzyństwo spowalnia rozwój. Pani doświadczenie pokazuje coś odwrotnego, ale co było realnym kosztem tej decyzji, o którym rzadko się mówi?
P.R.: Przede wszystkim powinniśmy wyjść od punktu, że każde macierzyństwo jest inne. Zaczynamy z różnymi zasobami emocjonalnymi, finansowymi, zdrowotnymi.
Mamy różne relacje, różne historie i różne wsparcie. Dlatego bardzo ostrożnie podchodzę do uniwersalnych rad. W moim przypadku macierzyństwo dało mi zupełną inną perspektywę na rozwój – przede wszystkim zrozumiałam, że kluczowe jest poznanie siebie w tej nowej sytuacji, ponieważ bycie mamą zmienia życie i trzeba odnaleźć na nowo. Co jest wspaniałą, ale i trudną drogą. Jednak się „opłaca”, bo rozwój wewnętrzny zawsze się przełoży na działania i rozwój zawodowy.
Były i są momenty zmęczenia, poczucia winy, odkładania własnych potrzeb na później. Były projekty, których nie przyjęłam i szanse, których nie wykorzystałam i pewnie takie jeszcze będą. Ale myślę, że zyskałam coś ważniejszego: większą samoświadomość, umiejętność odpuszczania rzeczy, które nie są naprawdę istotne. Dlatego dzisiaj bliżej mi do esencjalizmu, minimalizmu niż do kultury nieustannego działania i zdobywania.
Założenie firmy w momencie, w którym wiele osób wycofuje się z rynku, wymaga odwagi, ale też strategii. Jakie konkretne decyzje biznesowe pozwoliły Pani połączyć rolę mamy z budowaniem marki osobistej?
P.R.: Od początku zależało mi na stworzeniu modelu pracy, który będzie wspierał nie tylko mój rozwój zawodowy, ale również życie rodzinne. Wiedziałam, że dla mnie sukces nie może być definiowany wyłącznie przez wyniki finansowe. Równie ważne są czas, energia, zdrowie i obecność przy najbliższych.
Dość szybko zrozumiałam też, że etat nie jest drogą, która odpowiada moim potrzebom. Z jednej strony mam bardzo silne poczucie odpowiedzialności, z drugiej dużą wrażliwość i empatię, którymi wciąż uczę się zarządzać. Dlatego potrzebowałam większej elastyczności i przestrzeni do budowania czegoś po swojemu.
Swoją markę od początku budowałam przede wszystkim na relacjach i reputacji. Marka osobista nie jest tylko o tym, co mówimy o sobie. Jest przede wszystkim tym, co ludzie myślą, czują i pamiętają po spotkaniu z nami.
A czy po urodzeniu dziecka, zdecydowałaby się Pani na podjęcie studiów, czy jednak łatwiej w takim momencie otworzyć własną firmę?
Myślę, że nie ma tutaj jednej odpowiedzi. Dla jednej osoby studia będą przestrzenią rozwoju i odzyskania pewności siebie. Dla innej lepszą drogą będzie założenie firmy lub praca etatowa. Dla jeszcze innej czasowe zatrzymanie się i skupienie na rodzinie. Najważniejsze pytanie nie brzmi: „Co powinnam zrobić?”. Najważniejsze brzmi: „Czego potrzebuję na tym etapie życia?”. Mam poczucie, że często próbujemy dopasować się do gotowych scenariuszy sukcesu, zamiast stworzyć własny. Nie zamykam się, może wrócę kiedyś na studia, na pewno planuję kursy i certyfikacje z obszaru mentoringu. Edukacja dla mnie jest procesem ciągłym.
Wspomina Pani studia na WSIiZ jako czas bardzo praktycznej nauki komunikacji. Które doświadczenia z tamtego okresu realnie przygotowały Panią do podejmowania tak odważnych decyzji zawodowych?
P.R.: Studia na WSIiZ wspominam przede wszystkim jako czas bardzo praktycznej nauki i dobrej zabawy. 😉 Pamiętam warsztaty radiowe, zajęcia z pisania, projektowanie kampanii, realizację projektów w grupach czy organizację wydarzeń.
Dlatego kiedy po studiach wyjechałam do Warszawy i rozpoczęłam swoją pierwszą pracę, miałam poczucie, że wchodzę na rynek z konkretnymi umiejętnościami i doświadczeniem, a nie tylko dyplomem. Z perspektywy czasu widzę też, że studia nauczyły mnie rozumienia komunikacji w dużo szerszym wymiarze. Komunikacja to nie tylko mówienie, pisanie czy budowanie przekazów. To przede wszystkim rozumienie ludzi. Ciekawość drugiego człowieka, umiejętność słuchania, zadawania pytań i patrzenia szerzej niż przez pryzmat własnych doświadczeń.
Jeśli miałaby Pani dziś zaprojektować dla studentek i studentów WSIiZ jedno doświadczenie edukacyjne, które uczy łączenia życia zawodowego i prywatnego. Jak by ono wyglądało?
P.R.: Gdybym miała zaprojektować takie doświadczenie, zaczęłabym od pytania czy naprawdę da się oddzielić życie zawodowe od prywatnego? Możemy pełnić różne role: studenta, eksperta, przedsiębiorcy, rodzica czy partnera. Ale w każdej z nich jesteśmy tym samym człowiekiem. Z tymi samymi wartościami, przekonaniami, emocjami i potrzebami.
Psychologia od lat pokazuje, że doświadczenia z jednego obszaru życia wpływają na drugi. To, czego uczymy się w relacjach, pomaga nam w pracy. To, jak radzimy sobie z wyzwaniami zawodowymi, wpływa na nasze życie prywatne. Kompetencje, emocje i doświadczenia nie funkcjonują w oddzielnych szufladach, przenikają się każdego dnia.
Dlatego jedno doświadczenie edukacyjne byłoby dziś zdecydowanie za mało. Bardziej potrzebny jest program, który obok wiedzy zawodowej zachęca młodych ludzi do poznawania samych siebie i zadawania sobie ważnych pytań:
- kim jestem?
- jakie są moje wartości?
- jak definiuję sukces?
- jak chcę żyć za 10 lat?
- jaką wartość chcę wnosić do życia innych ludzi?
Dziś rynek pracy potrzebuje nie tylko świetnych specjalistów. Potrzebuje ludzi, którzy potrafią komunikować się, współpracować, adaptować do zmian, budować relacje i brać odpowiedzialność za swoje decyzje.
A przede wszystkim potrzebuje odpowiedzialnych liderów: ludzi, którzy rozumieją, że sukces to nie tylko wyniki, ale również wpływ, jaki wywierają na innych.
Z Pauliną Rożenek rozmawiała Joanna Gościńska
