Czy dyplom to dziś tylko formalność, czy realna przewaga na rynku pracy? Krzysztof Marzec pokazuje, że w marketingu liczy się coś więcej niż znajomość narzędzi: strategiczne myślenie, umiejętność pracy z danymi i łączenie kreatywności z biznesem. Wyjaśnia, dlaczego studia są inkubatorem kompetencji, których nie da się zdobyć online, i jak wyróżnić się na starcie kariery.

Czy wyższe wykształcenie nadal otwiera dziś drzwi do kariery w marketingu, czy stało się już jedynie formalnym elementem CV?

* Krzysztof Marzec: Absolutnie nie jest to tylko formalność. W branży, w której narzędzia zmieniają się z miesiąca na miesiąc, to właśnie studia dają coś niezmiennego – solidny fundament i strategiczne myślenie. Dyplom to dowód na to, że kandydat potrafi uczyć się systemowo, rozumie szerszy kontekst biznesowy, podstawy ekonomii czy psychologii konsumenta. Najlepsi marketerzy to dziś tzw. T-shaped skills professionals. Uczelnia zapewnia tę poziomą, szeroką belkę – czyli zrozumienie całego ekosystemu biznesowego. Kiedy masz już ten fundament, znacznie łatwiej jest w trakcie studiów zacząć budować swoją specjalizację, np. w obszarze analityki czy content marketingu. Studia to idealny inkubator: dają czas i przestrzeń na to, by świadomie wybrać swoją zawodową ścieżkę, zanim wejdzie się na głęboką wodę w agencji.

W sieci roi się od darmowej wiedzy i specjalistycznych kursów. Co studia mogą dać młodemu marketerowi, czego nie znajdzie online?

K.M: Kursy online są świetne do nauki obsługi konkretnych narzędzi, ale mają jedną wadę – uczą w próżni. Studia z kolei oferują środowisko, w którym możesz zderzyć swoje pomysły z rzeczywistością. To praca projektowa w grupach, gdzie uczysz się argumentacji, negocjacji i radzenia sobie z różnymi charakterami – a to kompetencje miękkie, które na co dzień decydują o sukcesie w pracy z klientem. Co więcej, uczelnia daje bezpieczną przestrzeń. Na zajęciach, pod okiem doświadczonych praktyków, możesz zaplanować całą kampanię, popełnić błędy i otrzymać merytoryczny feedback. Na tutorialach z YouTube’a wszystko zawsze działa idealnie. Studia uczą, jak radzić sobie wtedy, gdy plan zderza się z rynkową rzeczywistością, a wykładowca może pomóc ci zrozumieć nie tylko „jak” coś wyklikać, ale przede wszystkim „dlaczego” to robimy.

Prowadzisz rekrutacje i spotykasz wielu kandydatów. Po czym można od razu rozpoznać absolwenta z potencjałem, a po czym osobę, dla której studia były tylko „odhaczeniem” kolejnego etapu?

K.M: Kandydata z potencjałem poznaję po tym, że potrafi połączyć wiedzę akademicką z proaktywnym działaniem. To osoba, która wykorzystuje uczelnię jako trampolinę. Zamiast uczyć się teorii na pamięć, działa w kołach naukowych, organizuje eventy branżowe albo wykorzystuje darmowe licencje studenckie, by testować profesjonalne narzędzia na własnych, mniejszych projektach. Świetnym sygnałem jest też dla mnie to, gdy absolwent traktuje wiedzę ze studiów jako punkt wyjścia i sam z własnej inicjatywy podchodzi do certyfikacji branżowych, np. z Google Analytics czy Meta Blueprint. Nawet jeśli na początku brakuje mu komercyjnego doświadczenia, sam proces łączenia akademickich podstaw z wymogami zewnętrznych platform pokazuje, że mamy do czynienia z osobą, która myśli o swojej karierze długofalowo.

Krzysztof Marzec, CEO DevaGroup
Krzysztof Marzec, CEO DevaGroup

Kto ma dziś większe szanse na rynku pracy – marketer o analitycznym umyśle czy osoba wyróżniająca się kreatywnością?

K.M: Dziś ten podział mocno się zaciera, a rynek potrzebuje obu tych talentów, najlepiej połączonych w jednym zespole. Narzędzia oparte na sztucznej inteligencji, takie jak zautomatyzowane strategie ustalania stawek (Smart Bidding), przejęły już lwią część powtarzalnej, ręcznej pracy na liczbach. Dlatego analityk nie może być już tylko „człowiekiem od tabelek” – musi umieć wyciągać z nich wnioski strategiczne. Z kolei osoba kreatywna nie może tworzyć koncepcji oderwanych od biznesu – musi rozumieć, jak jej praca wpływa na wskaźniki takie jak współczynnik konwersji czy zwrot z inwestycji (ROI). Największe szanse mają ci, którzy nie zamykają się w swojej bańce. Systemowe podejście, którego uczą studia, pozwala właśnie na wypracowanie takiej biznesowej elastyczności.

Kogo chętniej zatrudniłby Pan do swojego zespołu: osobę zorientowaną na dane czy pełną kreatywnych pomysłów?

K.M: Zatrudniłbym osobę, która rozumie, że marketing to branża usługowa i każda, nawet najbardziej szalona kampania, ma ostatecznie dowieźć cel biznesowy klienta. Możesz mieć doskonałe pomysły kreatywne, ale jeśli nie potrafisz obronić ich wpływu na sprzedaż, trudno będzie ci przekonać do nich zarząd. Praca w agencji to dziś w dużej mierze zarządzanie algorytmami: odpowiednie segmentowanie odbiorców, optymalizacja ścieżek zakupowych (CRO) czy wdrażanie automatyzacji. Szukam więc kogoś, kto potrafi z jednej strony wymyślić świetny hook do kampanii wideo, a z drugiej – nie boi się zajrzeć do Google Analytics 4, żeby sprawdzić, na którym etapie lejka tracimy użytkowników. Zrozumienie obu tych światów to przepis na idealnego kandydata.

Czy marketer bez znajomości analityki ma dziś szansę na rozwój i dobrą karierę zawodową?

K.M: Krótko mówiąc: nie. W dzisiejszym marketingu bycie zorientowanym na dane to nie jest specjalizacja, to podstawa przetrwania. Niezależnie od tego, czy piszesz teksty, tworzysz grafiki, czy zarządzasz budżetem – musisz umieć zweryfikować, czy to, co robisz, działa. Nie musisz być wybitnym analitykiem danych piszącym zapytania w SQL-u, ale musisz swobodnie czytać dashboardy, rozumieć modele atrybucji i potrafić wyciągnąć z danych odpowiedź na pytanie: „co zrobimy lepiej w przyszłym miesiącu?”. Bez twardych liczb, na których możemy oprzeć dyskusję z klientem, tracimy zaufanie.

Jakie kompetencje powinien posiadać świeży absolwent marketingu z WSIiZ, aby zwiększyć swoje szanse na zatrudnienie?

K.M: Zwróciłbym uwagę na dwa obszary. Po pierwsze, postawa zorientowana na rozwiązywanie problemów. Uczelnia daje wam ogrom wiedzy, ale w agencji codziennie będziecie spotykać się z sytuacjami nietypowymi. Najbardziej cenię juniorów, którzy nie przychodzą do mnie z samym problemem, ale mówią: „Mamy taki problem, przeszukałem dokumentację i mam dwa pomysły, jak to rozwiązać – który wybieramy?”. Samodzielność w poszukiwaniu rozwiązań to as w rękawie. Po drugie, praktyczne wykorzystanie narzędzi AI w marketingu. Czas studiów to idealny moment na testy. Od świeżo upieczonego marketera oczekuję, że potrafi wykorzystać ChatGPT jako asystenta do analizy dużej bazy słów kluczowych albo stworzenia struktury artykułu, potrafi wygenerować zarys grafiki w Midjourney czy stworzyć prostą automatyzację w Zapier lub Make, która łączy formularz na stronie z arkuszem kalkulacyjnym. Rynek ceni proaktywność – jeśli udowodnisz, że potrafisz użyć nowoczesnych narzędzi, by przyspieszyć procesy, z miejsca stajesz się kandydatem, którego każda agencja chce mieć na pokładzie.

Z Krzysztofem Marcem rozmawiała Joanna Gościńska 

*Krzysztof Marzec – doświadczony ekspert w dziedzinie SEM, SEO i analityki internetowej. CEO DevaGroup, agencji wyróżnionej tytułami Google Premier Partner i Google Rising Star. Posiada doświadczenie jako certyfikowany trener Google Ads – prowadził szkolenia dla najlepszych agencji i domów mediowych, a także w ramach Akademii Google Partners (od 2014 roku, ponad 300 godzin szkoleń). Wielokrotnie prowadził także szkolenia w ramach inicjatywy Google Umiejętności Jutra oraz Umiejętności Jutra AI. Pracował dla marek, takich jak Allegro.pl, Neo24, Shoper.pl, Conrad.pl, Interia.pl, Grupa RMF czy Wydawnictwo Bauer.