Dlaczego studenci sięgają po substancje psychoaktywne? Do czego może prowadzić uzależnienie od tych substancji? Jaką rolę w zapobieganiu uzależnieniom pełni środowisko akademickie – wykładowcy, pracownicy i sami studenci? O tym trudnym temacie, często traktowanym jako tabu, rozmawiam z mgr Janem Gosztyłą – psychologiem, psychoterapeutą i specjalistą terapii uzależnień z Akademickie Centrum Rozwoju Osobistego i Wsparcia Psychologicznego WSIiZ.
Mgr Jan Gosztyła – psycholog, psychoterapeuta, specjalista terapii uzależnień. Pracował w Wojewódzkim Ośrodku Terapii Uzależnień w Rzeszowie, a także w przychodniach psychologicznych, gdzie pomagał młodzieży i osobom dorosłym. Współpracował z regionalnymi ośrodkami pomocy społecznej, prowadząc szkolenia dla pracowników tych instytucji oraz wspomagając przyszłych rodziców w procesie adopcyjnym. Aktualnie prowadzi prywatną praktykę psychoterapeutyczną, a także warsztaty i treningi rozwoju osobistego oraz zajęcia psychoprofilaktyczne. Pracuje z osobami poszukującym wsparcia w kryzysach życiowych, dotkniętymi trudnościami w relacjach z innymi ludźmi, chcącymi lepiej zrozumieć siebie oraz pragnącymi zmienić swój sposób funkcjonowania w świecie. Opiekun Koła Naukowego Psychologii Stosowanej. W Akademickie Centrum Rozwoju Osobistego i Wsparcia Psychologicznego WSIiZ odpowiada za konsultacje psychologiczne w języku angielskim i polskim.
Poruszamy dziś bardzo poważny temat, który mam wrażenie jest ciągle traktowany jako temat tabu. Czy faktycznie tak jest?
Jan Gosztyła: Tak, w dużej mierze nadal jest to temat tabu, choć mam wrażenie, że to tabu trochę zmienia formę. Dziś rzadziej mówi się wprost: „o tym nie wolno rozmawiać”, a częściej temat jest bagatelizowany albo przykrywany żartem. Na przykład nadużywanie alkoholu bywa wpisywane w „kulturę studencką”, a sięganie po marihuanę czy substancje stymulujące tłumaczone jako coś „normalnego”, „okazjonalnego”, „na sesję”, „dla rozluźnienia”. To jest właśnie niebezpieczne, bo tabu nie zawsze oznacza ciszę, czasem oznacza pozorną normalizację, która utrudnia zauważenie problemu.
Drugi ważny aspekt jest taki, że studenci bardzo często boją się etykiety. Nie chcą być postrzegani jako „słabi”, „nieogarnięci”, „uzależnieni”, „psychicznie niestabilni”. W środowisku, które premiuje sprawność, samodzielność i wyniki, przyznanie, że ktoś traci kontrolę nad używaniem substancji, jest dla wielu bardzo trudne. To opóźnia szukanie pomocy i sprawia, że do specjalisty trafiają często dopiero osoby z już rozwiniętym problemem.
Jakie substancje psychoaktywne są obecnie najczęściej używane przez studentów?
JG: Jeżeli mówimy szeroko o substancjach psychoaktywnych, to w praktyce najczęściej będą to: alkohol, nikotyna, w tym e-papierosy, a następnie produkty z konopi (cannabis), czyli marihuana i haszysz. W polskim badaniu studentów uczelni wyższych alkohol deklarowało 89,8% badanych w ciągu ostatnich 6 miesięcy, a produkty nikotynowe 36,7% w ciągu ostatniego roku. Z kolei wśród substancji nielegalnych cannabis pozostaje najczęściej używanym narkotykiem zarówno w Polsce, jak i szerzej w Europie. W Europie, po cannabis, najczęściej spotykane są kokaina, MDMA i syntetyczne stymulanty, choć ich używanie jest bardziej związane z określonym stylem życia, imprezami, klubami czy presją wydolnościową niż z codziennością większości studentów.
Warto też dodać, że coraz większy niepokój budzi nie tylko używanie klasycznych narkotyków, ale również niewłaściwe używanie leków, na przykład uspokajających i nasennych, bez wskazań lekarskich albo w sposób niezgodny z zaleceniami. W rozmowie publicznej mówi się o tym za mało, bo takie substancje są często postrzegane jako „bezpieczniejsze”, skoro pochodzą z apteki. Tymczasem ryzyko uzależnienia, szkód zdrowotnych i mieszania różnych środków jest tu bardzo realne. Europejskie raporty zwracają też uwagę na utrzymującą się wysoką dostępność różnych grup substancji oraz pojawianie się nowych substancji psychoaktywnych, w tym syntetycznych kannabinoidów i katynonów.
Jakie są najczęstsze powody, przez które studenci sięgają po te środki?
JG: Najczęściej nie chodzi o jeden powód, tylko o splot kilku czynników. Po pierwsze: regulacja emocji. Studenci sięgają po substancje, żeby zmniejszyć napięcie, lęk, bezsenność, poczucie przeciążenia albo samotności. Po drugie: funkcja społeczna. Alkohol czy marihuana bywają sposobem na wejście do grupy, obniżenie skrępowania, „łatwiejsze bycie z ludźmi”. Po trzecie: presja osiągnięć. Niektórzy używają substancji pobudzających czy „wspomagających”, bo chcą dłużej się uczyć, lepiej zdawać, utrzymać wysokie tempo funkcjonowania.
Trzeba też jasno powiedzieć, że okres studiów to czas rozwojowo szczególny. Młody człowiek często po raz pierwszy mieszka sam, sam zarządza pieniędzmi, snem, relacjami, stresem i czasem. To z jednej strony daje wolność, ale z drugiej oznacza mniejszą zewnętrzną kontrolę. Do tego dochodzą kryzysy psychiczne, które w tej grupie wiekowej pojawiają się często po raz pierwszy lub się nasilają. Badania i standardy profilaktyczne podkreślają, że używanie substancji rośnie tam, gdzie kumulują się stres, trudności emocjonalne, niska dostępność wsparcia i niekorzystne normy środowiskowe.
Jakie są pierwsze sygnały ostrzegawcze, że używanie tych substancji przez studenta może przeradzać się w problem lub uzależnienie?
JG: Najwcześniejszym sygnałem wcale nie musi być dramatyczny kryzys. Częściej jest nim przesunięcie roli, jaką substancja zaczyna pełnić w życiu. Czyli: z „czasem używam” robi się „potrzebuję, żeby zasnąć”, „żeby się uspokoić”, „żeby wyjść do ludzi”, „żeby się uczyć”, „żeby w ogóle funkcjonować”. Kiedy substancja staje się stałym narzędziem regulowania nastroju albo wydolności, to już jest lampka ostrzegawcza.
Druga grupa sygnałów to utrata kontroli: zwiększanie dawek, częstsze używanie niż planowano, nieskuteczne próby ograniczenia, wracanie do używania mimo przykrych konsekwencji. Trzecia to zmiany w codziennym funkcjonowaniu: spadek wyników w nauce, opuszczanie zajęć, zaniedbywanie obowiązków, rozregulowany sen, drażliwość, izolowanie się, konflikty z bliskimi, problemy finansowe. Czwarta – zawężanie życia: kiedy coraz więcej aktywności zaczyna kręcić się wokół używania albo dochodzenia do siebie po użyciu.
W przypadku uzależnienia mogą też pojawić się objawy tolerancji i objawy odstawienne, ale ważne jest, by nie czekać właśnie aż do tego momentu. Problem zaczyna się wcześniej – wtedy, gdy substancja przestaje być incydentem, a staje się sposobem radzenia sobie z życiem. Właśnie dlatego wczesne wykrywanie opiera się na krótkim screeningu, brief intervention i kierowaniu do dalszej pomocy, zanim dojdzie do pełnoobjawowego uzależnienia.
Czy w środowisku akademickim istnieją szczególne grupy studentów bardziej narażone na rozwój uzależnienia od substancji psychoaktywnych?
JG: Tak, choć trzeba uważać, by nie stygmatyzować. Nie chodzi o to, że jakaś grupa „z natury” jest bardziej podatna, tylko że niektóre osoby mają więcej czynników ryzyka. Bardziej narażeni są studenci z nasilonym stresem, zaburzeniami lękowymi, depresyjnymi, ADHD, zaburzeniami snu, doświadczeniami traumatycznymi czy wcześniejszym kontaktem z uzależnieniem w rodzinie. Większe ryzyko dotyczy też osób, które mają słabe wsparcie społeczne, przeżywają samotność albo funkcjonują w środowisku, gdzie używanie substancji jest normą i elementem tożsamości grupowej.
Do grup podwyższonego ryzyka zaliczyłbym też studentów pierwszych lat, osoby mieszkające po raz pierwszy poza domem, studentów zagranicznych, osoby z doświadczeniem wykluczenia oraz tych, którzy próbują „leczyć się sami” substancjami. Szczególnie niebezpieczny bywa model: wysoki stres + perfekcjonizm + brak proszenia o pomoc. To często są osoby bardzo dobrze funkcjonujące z zewnątrz, przez co ich problem długo pozostaje niewidoczny. Standardy WHO i UNODC podkreślają właśnie znaczenie środowiska, norm społecznych, zdrowia psychicznego i jakości sieci wsparcia jako kluczowych czynników ryzyka i ochrony.
Do czego może prowadzić uzależnienie od tych substancji?
JG: Konsekwencje są wielowymiarowe. Po pierwsze zdrowotne: od zaburzeń snu, pamięci, koncentracji i nastroju, przez napady lęku, epizody depresyjne, aż po ostre zatrucia, ryzyko przedawkowania czy powikłania somatyczne. W zależności od substancji mogą pojawiać się problemy sercowo-naczyniowe, oddechowe, neurologiczne i psychiatryczne. Europejskie dane pokazują, że różne grupy substancji wiążą się z odmiennymi wzorami szkód, ale wspólny mianownik jest jeden: rosnące obciążenie zdrowia psychicznego i fizycznego.
Po drugie edukacyjne i społeczne: spadek frekwencji, gorsze wyniki, utrata stypendium, konflikty, rozpad relacji, izolacja, problemy mieszkaniowe i finansowe. Po trzecie prawne i bezpieczeństwa: prowadzenie pojazdu pod wpływem, ryzykowne zachowania seksualne, wypadki, przemoc, kontakty z rynkiem nielegalnych substancji. Po czwarte długofalowe: opóźniony start zawodowy, utrwalone wzorce unikania emocji i większe ryzyko przewlekłych zaburzeń psychicznych albo nawrotów w przyszłości. W przypadku opioidów i części nowych substancji psychoaktywnych ryzyko ciężkich konsekwencji, w tym zgonu, jest szczególnie wysokie.
Jaką rolę w zapobieganiu uzależnieniom mogą odegrać wykładowcy, pracownicy uczelni oraz sami studenci?
JG: Ogromną, ale pod warunkiem, że nie będziemy mylić profilaktyki z moralizowaniem. Rola wykładowców i pracowników uczelni nie polega na diagnozowaniu czy kontrolowaniu studentów, tylko na wczesnym zauważaniu zmian i tworzeniu klimatu, w którym można bezpiecznie szukać pomocy. Czasem bardzo dużo daje zwykłe, spokojne zauważenie: „widzę, że coś się dzieje”, „martwię się”, „na uczelni są miejsca, gdzie możesz porozmawiać”. Taki komunikat jest lepszy niż zawstydzanie, grożenie czy publiczne komentowanie.
Uczelnia jako instytucja może zrobić jeszcze więcej: jasno komunikować ścieżki pomocy, szkolić kadrę z rozpoznawania sygnałów ostrzegawczych, zapewniać łatwy dostęp do konsultacji psychologicznych, prowadzić programy oparte na dowodach, a nie tylko jednorazowe kampanie straszące konsekwencjami. UNODC i WHO podkreślają, że skuteczne programy zapobiegania używaniu substancji są oparte na dowodach, dopasowane do potrzeb społeczności, angażują różne sektory i mają komponent monitorowania efektów.
Sami studenci również mają ważną rolę. To oni najczęściej jako pierwsi widzą, że z kimś dzieje się coś niepokojącego. Kultura rówieśnicza może działać w dwie strony: może normalizować ryzykowne używanie, ale może też wzmacniać pomocowe reakcje. Bardzo ważne jest odchodzenie od komentarzy typu: „przesadzasz”, „każdy tak robi”, „ogarniasz słabo imprezy”, i zastępowanie ich pytaniem: „czy chcesz, żebym pomógł ci znaleźć wsparcie?”. W profilaktyce akademickiej kluczowe jest budowanie wspólnoty, nie same zakazy.
Jakie formy wsparcia psychologicznego lub programy profilaktyczne są najskuteczniejsze we wczesnym reagowaniu na problemy związane z używaniem substancji przez studentów?
JG: Najskuteczniejsze są zwykle te formy pomocy, które są wczesne, łatwo dostępne, niestygmatyzujące i proporcjonalne do problemu. Nie każdy student potrzebuje od razu intensywnej terapii. Dla części osób bardzo skuteczny jest już dobrze przeprowadzony screening, krótka interwencja i rozmowa motywująca. Właśnie na tym opiera się model SBIRT – czyli screening, brief intervention and referral to treatment – wykorzystywany do wczesnego wyłapywania ryzykownego używania i kierowania dalej tych osób, które potrzebują pogłębionej pomocy.
Bardzo dobre efekty daje także dialog oparty na technikach dialogu motywującego. To podejście nie polega na przekonywaniu siłą, tylko na pomaganiu osobie zobaczyć rozdźwięk między tym, jak chce żyć, a tym, co robi z nią substancja. Przeglądy badań pokazują, że interwencje oparte na motivational interviewing dość często poprawiają wyniki dotyczące używania substancji u młodych osób, a w populacjach studenckich są od lat jedną z najlepiej opisanych krótkich metod pracy.
Na poziomie uczelni najlepiej działają programy wielowarstwowe:
- po pierwsze – edukacja oparta na faktach, a nie na straszeniu;
- po drugie – szybki dostęp do konsultacji psychologicznych;
- po trzecie – procedury wczesnego kierowania do specjalistycznego leczenia;
- po czwarte – działania wzmacniające zdrowie psychiczne, sen, kompetencje radzenia sobie ze stresem i wsparcie rówieśnicze.
Z punktu widzenia evidence-based practice najmniej skuteczne są zwykle działania jednorazowe, ogólne, odgórne i moralizatorskie. Najlepiej działają te, które są osadzone w realnym życiu studentów, powtarzalne i połączone z możliwością uzyskania pomocy tu i teraz.
Rozmawiała Anna Klee-Bylica, Rzecznik prasowy Wyższej Szkoły Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie.
Nie jesteś sam – nie bój się prosić o pomoc
W Wyższej Szkole Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie doskonale rozumiemy, że okres studiów to czas intensywnego rozwoju, ale także momenty kryzysów, stresu, czy wątpliwości, dlatego wychodzimy naprzeciw tym problemom. Od 2017 roku na uczelni działa Akademickie Centrum Rozwoju Osobistego i Psychoterapii WSIiZ – pierwsza tego rodzaju placówka na Podkarpaciu, której celem jest wspieranie studentów na każdym kroku. To miejsce, gdzie możesz znaleźć profesjonalne wsparcie psychologiczne, które pomoże Ci zrozumieć swoje emocje, poradzić sobie z trudnościami i znaleźć właściwe rozwiązania.



