Dla Mateusza Nowaka studia nie były tylko formalnością, ale procesem „układania wiedzy w głowie” i weryfikowania codziennej praktyki w zderzeniu z rzetelną teorią. Po kilkunastu latach w sektorze bankowym, gdzie uczył się odpowiedzialności za liczby, zdecydował się na pracę w firmie Modern Forms, gdzie obecnie odpowiada za obszar finansów i zasiada w zarządzie. W tej ewolucji zawodowej kluczową rolę odegrała nauka we WSIiZ: od inspirujących spotkań z praktykami biznesu po studia MBA, które zaowocowały siecią kontaktów przynoszącą realne korzyści zawodowe. Poznaj historię menedżera, który udowadnia, że rozwój w duchu lifelong learning to najprostsza droga do zyskania sprawczości i budowania stabilnych zespołów w dynamicznym świecie biznesu.

Zacznijmy od początku. Dlaczego WSIiZ? Co Pan wtedy wiedział o tej uczelni i czy wyobrażenia okazały się zgodne z rzeczywistością?

*Mateusz Nowak: Moja droga zawodowa potoczyła się trochę inaczej, niż zakładałem. Wcześniej kształciłem się w zupełnie innych dziedzinach – filologii angielskiej i informatyce. Dopiero praca w bankowości sprawiła, że zacząłem myśleć o studiach jako o naturalnym kolejnym kroku. Chciałem uporządkować to, czym zajmowałem się na co dzień, i sprawdzić praktykę w zderzeniu z teorią. WSIiZ miał kierunki, których szukałem, i dobrą opinię, więc decyzja była dość prosta.

Najbardziej pozytywnie zaskoczyło mnie to, ilu praktyków prowadziło zajęcia. To nie byli ludzie, którzy tylko omawiali teorię ze slajdów, ale osoby z doświadczeniem w biznesie, zarządzaniu i pracy z firmami. Było czuć, że mówią o rzeczach, które sami przeżyli. Oczywiście studia zaoczne były intensywne i wymagały dobrej organizacji, ale to była cena, z którą trzeba się było liczyć…

Który wykładowca, projekt albo przedmiot zmienił Pański sposób myślenia? Nie „najbardziej wartościowy” – chodzi o ten, który naprawdę coś przesunął w Pana głowie.

M.N: Na pewno zapamiętałem zajęcia z Romanem Wieczorkiem, przez lata związanym ze Skanską, między innymi jako prezes zarządu w Polsce i wiceprezes globalnej grupy w Sztokholmie. To był właśnie przykład wykładowcy-praktyka, którego słucha się inaczej. Nie chodziło o odczytywanie slajdów, tylko o rozmowę o tym, jak naprawdę działa duża organizacja, jak podejmuje się decyzje i czym różni się podejście skandynawskie od polskiego. Miał umiejętność wciągania w dyskusję całej sali. Po takich zajęciach człowiek nie wychodził z poczuciem, że „zaliczył przedmiot”, tylko jeszcze długo układał sobie w głowie to, co usłyszał.

Drugim ważnym doświadczeniem była praca dyplomowa. Pisałem ją w czasie realnej fuzji banków, w których wtedy pracowałem. Dzięki temu mogłem zebrać dużo ankiet i opinii od pracowników, a temat nie był abstrakcyjny. To był moment, w którym teoria z zajęć spotkała się z moją codzienną pracą. Nie analizowałem czegoś z podręcznika, tylko proces, który działał obok mnie i którego skutki widziałem na co dzień.

Kilkanaście lat w bankowości, a teraz medale i nagrody sportowe dla klientów z całego świata, to zaskakująca ścieżka. Czego bankowość nauczyła Pana o biznesie, czego nie można się nauczyć nigdzie indziej?

M.N: Przede wszystkim tego, że za każdą liczbą stoi konkretna odpowiedzialność. W bankowości pieniądze bardzo szybko przestają być tylko pozycją w tabeli. To są czyjeś oszczędności, kredyt na mieszkanie, plany na przyszłość, czasem decyzje podejmowane na lata. Z drugiej strony, kiedy na co dzień pracuje się z dużymi kwotami, człowiek uczy się zachowywać spokój i traktować pieniądz jak narzędzie pracy. Dla mnie ważne było połączenie tych dwóch rzeczy: szacunku do pieniędzy klienta i opanowania w podejmowaniu decyzji.

Bankowość bardzo dużo nauczyła mnie też o ludziach. Każdy klient jest inny, ale każdemu należy się ten sam szacunek – niezależnie od skali sprawy czy wielkości konta. Podobnie patrzę na pracę z zespołem. W bankowości miałem niską rotację, ludzie chcieli ze mną pracować, a z wieloma osobami, które później przeszły do innych jednostek, mam kontakt do dziś. W Modern Forms działam podobnie: wolę budować długofalową współpracę niż ciągle zaczynać od nowa. Z czasem przekonałem się, że stabilny, zaufany zespół daje firmie ogromną wartość.

Dziś jest Pan Członkiem Zarządu i Dyrektorem Administracyjno-Finansowym w Modern Forms. Jak wygląda Pana typowy dzień i co tak naprawdę kryje się za tym tytułem?

M.N: To jest bardzo dynamiczna rola. Jest oczywiście stały rytm pracy: analiza kosztów i przychodów, prezentacje, przepływy finansowe, terminy, zobowiązania, budżety, analizy. Ale obok tego jest cała warstwa bieżących spraw, których nie widać gołym okiem. Ktoś potrzebuje decyzji, ktoś konsultacji, pojawia się problem w procesie, trzeba szybko ocenić ryzyko albo znaleźć rozwiązanie. Moja rola polega na tym, żeby mieć nad tym kontrolę, ale też nie odrywać się od operacyjnej strony firmy. Jeżeli trzeba, siadam do tematu i po prostu go prowadzę.

Dobrym przykładem było wdrożenie KSeF. W założeniach wszystko miało działać sprawnie od pierwszego dnia, a praktyka szybko zweryfikowała te oczekiwania. Zamiast płynnego startu pojawiło się dużo ręcznej pracy i sprawdzania transakcji jedna po drugiej. Pierwsze dni były stresujące, dziś sytuacja wygląda już znacznie lepiej, ale to dobrze pokazuje specyfikę tej pracy. Można mieć plan dnia, a potem o ósmej rano pojawia się temat, którego nikt wcześniej nie przewidział.

Mateusz Nowak absolwent WSIiZ

Gdyby miał Pan wskazać jedną decyzję, która szczególnie wpłynęła na Pana zawodowy rozwój, co by to było?

M.N: Zdecydowanie zmiana branży i wejście w zupełnie nowy dla mnie sektor. W bankowości miałem decyzyjność, ale jednak w określonych ramach – w ramach zespołu, budżetu, struktury dużej organizacji. W Modern Forms zakres odpowiedzialności okazał się dużo szerszy. Zacząłem mieć realny wpływ nie tylko na wycinek pracy, ale na to, jak firma działa i w jakim kierunku się rozwija.

Modern Forms to firma produkcyjna, a wcześniej nie miałem dużego doświadczenia w tej branży. Musiałem więc szybko wejść w temat i zrozumieć biznes od podstaw. To wymagało dużego zaangażowania, ale też dało mi sporo satysfakcji. Dostałem przestrzeń do proponowania zmian, a z czasem również do podejmowania coraz poważniejszych decyzji dotyczących ścieżek kariery, wynagrodzeń, premii czy budżetów. To nie były już rekomendacje przekazywane wyżej, tylko decyzje, za które sam biorę odpowiedzialność.

Dobrym przykładem są dofinansowania, które stanowią dużą część mojej pracy. Szukam programów, analizuję możliwości i składam wnioski tam, gdzie widzę realną szansę na wsparcie firmy, czy to w obszarze bezpieczeństwa pracy, gospodarki obiegu zamkniętego, rozwoju kompetencji, czy eksportu. To nie są działania, które zawsze przynoszą efekt od razu. Czasem na podpisanie umowy trzeba pracować wiele miesięcy, a zdarzało się, że proces trwał nawet dwa lata. Dla mnie ważne jest jednak to, że mogę przeprowadzić taki temat od pomysłu do konkretnego rezultatu. To daje poczucie sprawczości, którego wcześniej brakowało mi w dużej organizacji.

Ukończył Pan u nas także studia podyplomowe z MBA. To zaprocentowało relacjami, z których korzysta Pan do dziś. Czy może Pan zdradzić konkretny przykład, gdy znajomość ze studiów otworzyła ważne drzwi?

M.N: Tak, i to bardzo konkretnie. Jednym z przykładów były rozmowy dotyczące dostaw energii dla firmy. Negocjowanie takich umów bywa trudne, a okazało się, że po stronie dostawcy pracuje osoba, którą znałem ze studiów MBA. Nie chodzi o żadne „załatwianie spraw”, tylko o łatwiejszy kontakt, większe zaufanie i sprawniejszą rozmowę. Finalnie udało się wynegocjować lepsze warunki i realnie obniżyć koszty energii.

Taka sieć kontaktów działa w dwie strony. Kiedy mam temat, w którym ktoś z grupy ma większe doświadczenie, mogę zadzwonić i zapytać. Z drugiej strony sam też pomagam, gdy ktoś potrzebuje mojej wiedzy. Co ciekawe, studiowaliśmy w czasie pandemii i nie mieliśmy zbyt wielu okazji do spotkań na żywo, a mimo to te relacje przetrwały. To pokazuje, że jeżeli grupa jest dobrze dobrana, kontakt potrafi utrzymać się mimo niesprzyjających okoliczności.

Co powiedziałby Pan osiemnastolatkowi, który zastanawia się, czy warto studiować w Rzeszowie?

M.N: Powiedziałbym: daj Rzeszowowi szansę. To dziś naprawdę dobre miejsce do studiowania i rozpoczynania dorosłego życia. Miasto bardzo się zmieniło i nadal szybko się rozwija. Kto mieszka na Podkarpaciu, widzi to na co dzień. Rzeszów nie jest już tylko spokojnym miastem regionalnym, ale coraz mocniej konkuruje z większymi ośrodkami.

Jednocześnie wciąż ma coś, czego często brakuje większym metropoliom – spokojniejszy rytm i wygodę codziennego życia. Są tu firmy z sektora lotniczego, IT i usług, jest lotnisko, restauracje, bulwary, miejsca do spacerów i odpoczynku. Można studiować, pracować, rozwijać się i budować relacje bez poczucia, że trzeba wyjechać za wszelką cenę. Moja własna droga pokazuje, że można zostać w regionie i dojść do ciekawych zawodowo miejsc.

Sukces. Jak go Pan definiuje?

M.N: Ta definicja mocno się u mnie zmieniła. Kiedyś, zwłaszcza w sprzedaży, sukces był dla mnie związany głównie z wynikiem: planem, celem, miesiącem, konkretną liczbą.

Dziś patrzę na to szerzej. Sukces to często proces rozłożony w czasie: dopięte dofinansowanie po długich staraniach, rozwiązanie, które oszczędza firmie kilkanaście godzin pracy miesięcznie, osiągnięcie zakładanej rentowności albo obniżenie kosztów choćby o kilka procent. To nie zawsze są rzeczy efektowne z zewnątrz, ale w firmie naprawdę robią różnicę.

Sukcesem jest też zadowolenie klientów. Pracujemy z produktami, które często towarzyszą ważnym momentom: zawodom, turniejom, galom, osobistym osiągnięciom. Kiedy ktoś zakłada medal albo odbiera statuetkę, widać, że za naszą pracą stoi coś więcej niż tylko produkcja i liczby. Jednej rzeczy jestem dziś pewien: takich efektów nie osiąga się samemu. Za każdym dobrze zamkniętym projektem stoi zespół, na którym można polegać. I chyba właśnie to jest dla mnie najważniejszą częścią sukcesu – mieć wokół siebie ludzi, z którymi można dowozić trudne tematy i którym można ufać.

 *Mateusz Nowak – Członek Zarządu i Dyrektor Administracyjno-Finansowy w firmie Modern Forms oraz członek Stowarzyszenia Mensa Polska. Jest absolwentem Wyższej Szkoły Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie, gdzie ukończył studia na kierunku Zarządzanie Międzynarodowe oraz Zarządzanie Przedsiębiorstwem oraz studia podyplomowe MBA.
Swoje kompetencje menedżerskie budował przez kilkanaście lat w sektorze bankowości detalicznej, co dało mu solidne podstawy w zakresie finansów i cyberbezpieczeństwa. W Modern Forms odpowiada za nadzór nad budżetami, analizy inwestycyjne, pozyskiwanie dotacji unijnych oraz wdrażanie nowoczesnych rozwiązań opartych na sztucznej inteligencji i automatyzacji. Jako zwolennik idei lifelong learning i praktycznego podejścia do nauki, po godzinach prowadzi warsztaty, ucząc innych, jak skutecznie wykorzystywać narzędzia AI w codziennej pracy zawodowej.