– Studia dają możliwość narażenia się na rzeczy, o których nie ma się pojęcia. Owszem, można je eksplorować samemu, ale są przedmioty, których z własnej woli bym nie wybrał, a to one dały mi pewną strukturyzację – mówi Mateusz Chrobok, polski ekspert ds. cyberbezpieczeństwa i sztucznej inteligencji, właściciel platformy edukacyjnej uczmnie.pl.
Wszyscy mówią, że studia w IT i cyberbezpieczeństwie to strata czasu. Że liczy się tylko portfolio, GitHub i pierwsze zlecenie. Pan studiował na dwóch uczelniach: polskiej i zagranicznej. Nie żałuje Pan?
Mateusz Chrobok: Nie żałuję, ponieważ po drodze bardzo wiele się nauczyłem. Poznałem ludzi i jak to nazywam „sformatowałem” sobie sposób myślenia. Portfolio oczywiście dowodzi, że potrafisz coś zrobić, ale studia dają szerszy ogląd: pozwalają zrozumieć również, czego robić nie chcesz, a to bardzo cenna wiedza. Miałem przedmioty, które lubiłem bardziej, a inne mniej, miałem dostęp do superkomputerów, mogłem testować i poznawać ludzi. Dla mnie to był kolejny sposób na przebicie bańki i sprawdzenie, co z tego świata mnie interesuje. Czy zrobiłbym to jeszcze raz? Tak. W tamtym momencie wydawało mi się to po prostu najlepsze. Nawet jeśli bez tego szybciej zabrałbym się za własne projekty.
Co właściwie dają studia? Wiedzę? Znajomości? A może coś, o czym rzadko się głośno mówi?
M. Ch.: Studia dają możliwość narażenia się na rzeczy, o których nie ma się pojęcia. Owszem, można je eksplorować samemu, ale są przedmioty, których z własnej woli bym nie wybrał, a to one dały mi pewną strukturyzację. Gdy słucham osób oceniających kandydatów, widzę dwa ekstrema. Z jednej strony, tych, którzy mówią, że studia są do niczego niepotrzebne i po części rozumiem ten punkt widzenia. Z drugiej strony, przejście przez studia pokazuje pewne uporządkowanie i dopasowanie do rytmu, a w życiu zawsze trzeba będzie się do czegoś dopasowywać.
Znajomości? Jak najbardziej, te pozostają. Wiedza tak, choć trzeba pamiętać, że w naszej branży bardzo szybko się dezaktualizuje. No i stres. Uważam, że stres jest potrzebny do rozwoju, bo studia narzucają pewne tempo i plan. Później każdy może to tempo zwiększyć, albo zmniejszyć, ale sam proces adaptacji jest bardzo istotny.
Miał Pan propozycję zrobienia doktoratu. I Pan odmówił. Dlaczego? Strach, ambicja, a może po prostu lepiej było zająć się czymś innym?
M. Ch.: Pierwsza propozycja pojawiła się, jeszcze gdy studiowałem w UK. Chciałem wrócić do Polski (mam swoje patriotyczne przekonania), tu jest moje centrum życia, tu są moi bliscy. Nie czułem też wtedy sensu rozwijania doktoratu: była olbrzymia przepaść między tym, co dzieje się w świecie, z którym spotykam się na co dzień, a tym, co dzieje się w nauce. Dlatego postanowiłem być pomiędzy tymi światami. Na co dzień czytam badania naukowe, czasem je tłumaczę i opowiadam o nich w prosty sposób na YouTubie, a czasem wykorzystuję we własnych projektach – tak było zwłaszcza, gdy pracowałem w dziale R&D. Jestem więc kimś, kto stara się ten świat nauki, przynajmniej częściowo, zrozumieć i przełożyć na konkretne zastosowania. I nieco bardziej przyjazny język. Później miałem jeszcze kilka propozycji, ale to, co jest dla mnie najważniejsze, czyli edukacja okraszona humorem, byłaby przez doktorat utrudniona. Dlatego na razie się na niego nie decyduję.
Cyberbezpieczeństwo, AI to dziś słowa, które otwierają niemalże każde spotkanie biznesowe. Ale Pan zajął się tym, zanim stało się to modne. Skąd Pan wiedział, że to dobry kierunek?
M. Ch.: Nie wiedziałem! Po prostu mnie to interesowało. Cyberbezpieczeństwo przez długi czas traktowano po macoszemu, dopóki nie okazało się, że idą za nim zarówno duże pieniądze, jak i duże ryzyka. Zawsze interesowała mnie zarówno ciemna, jak i jasna strona mocy i sposoby poruszania się pomiędzy nimi. W odkrywaniu podatności granica bywa bardzo cienka, więc trzeba mieć solidny kręgosłup moralny. Inaczej łatwo się pogubić. Czasem fajniej byłoby komuś zrobić psikusa albo niszczyć dla samego niszczenia, ale to przecież nie sprawia, że wszyscy stajemy się bezpieczniejsi. Stąd moje zamiłowanie do filozofii i do samodzielnego wyznaczania sobie granic przez obserwowanie innych. I badanie, gdzie te granice są. Jak mawiał wujek Ben „z wielką mocą idzie wielka odpowiedzialność” i tak właśnie traktuję cyberbezpieczeństwo.
Wrócił Pan do Polski. Mógł Pan zostać zagranicą i pewnie nie byłoby to trudne. To był sentyment? Słabość? A może zimna kalkulacja?
M. Ch.: To był głównie patriotyzm. Wychodzę z założenia, że możemy budować lokalnie, w Polsce. Dodatkowo pochodzę z Katowic, ze Śląska, i bardzo lubię tutejszy folklor oraz kulturę. Jestem tu otoczony polskimi firmami, studentami, ludźmi, którzy potrzebują wsparcia i dobrze się w tym czuję.
Pewnie odnalazłbym się za granicą, być może byłoby to nawet bardziej ekscytujące. Przez wiele lat sporo podróżowałem, pracując w polskim dziale badań i rozwoju, poznałem inne kultury i robiłem projekty za granicą, mieszkając na stałe w Polsce. Uważam, że stosunek sygnału do szumu jest tu olbrzymi: wspaniale jest zarabiać w Polsce i w Polsce wydawać. Tu mogę rozwijać firmę, zatrudniam ponad 10 osób i cały czas idę do przodu, co bardzo mnie cieszy.
Osiemnastolatek z Rzeszowa pyta: „Po co mi studia z informatyki czy cyberbezpieczeństwa, skoro i tak wszystko zrobi za mnie AI?” Co mu Pan odpowie?
M. Ch.: Pewnie zrobi. Ale AI, przynajmniej na tym etapie, wciąż potrzebuje ludzi, którzy pokierują jego trajektorią. Zawsze opowiadam o tym, jak o puszczaniu rakiet. Można powiedzieć: „Leć stąd na Księżyc”, a AI, mniej więcej rozumiejąc, o co chodzi, nada zadaniu jakąś trajektorię i zacznie ją realizować. Ale dopiero gdy sam wiesz, jak puszczać rakiety, potrafisz powiedzieć, że w początkowej fazie powinna być tu, potem tu, a potem tam. Ograniczając i uszczegóławiając tę trajektorię, lepiej określasz, w którym kierunku to wszystko ma zmierzać.
Dlatego programiści lepiej radzą sobie z AI. Precyzyjniej określają, co ma robić, i potrafią definiować testy. W cyberbezpieczeństwie jest podobnie: łatwiej rozmawia się z AI, gdy samemu się na tym zna. Myślę, że dziś mamy większą szansę być generalistami – osobami, które patrzą na temat szeroko, a AI razem z nami będzie wchodziło w detale. Przyszłości nie znam, ale moje nastawienie jest takie, że AI to amplifikator: cokolwiek robisz, wzmocni Twoje umiejętności. Dlatego dalej warto się jako człowiek edukować.
I ostatnie: studia czy od razu działanie, zdobywanie doświadczenia, rzucenie się na głęboką wodę? To dwie wykluczające się drogi. Czy można iść obiema naraz?
M. Ch.: Nie jestem przekonany, że te drogi się wykluczają. Podczas samych studiów zdążyłem sfailować chyba dwa startupy: jeden związany z Internetem Rzeczy, drugi, o ile dobrze pamiętam, ze sportem czy pogodą. Do tego pracowałem, bo studia były dzienne, a praca finansowała mi dojazd na zajęcia.
To była przestrzeń, w której badałem własne granice w radzeniu sobie ze stresem: praca, studia, aktywności poza nimi i jeszcze rozwijanie startupu, który oczywiście nie wypalił. Każdy ma jednak swoje limity i, parafrazując Wisławę Szymborską, wiemy o nich tyle, na ile je sprawdzono. Nieraz słyszałem historie, w których studia okazały się mniej intratne, niż udany startup i to też jest jakaś droga. Każda droga jest inna i nie mi oceniać, która z nich jest lepsza czy gorsza.
Dla mnie to po prostu faza eksperymentów: można próbować różnych przedmiotów, wiedzy i projektów. Bardzo pomaga luźne podejście, bo nie wszystko musi udać się od razu. Każdy startup, w którym maczałem palce, był miejscem zdobywania wiedzy. I zdobywałem ją wielokrotnie szybciej, niż w dużej firmie, bo trzeba było wziąć na siebie więcej. A, z mojego doświadczenia, większa odpowiedzialność szybciej nas rozwija.
* Mateusz Chrobok to ekspert ds. cyberbezpieczeństwa oraz sztucznej inteligencji, przedsiębiorca i jeden z czołowych polskich edukatorów technologicznych. Jest założycielem platformy edukacyjnej uczmnie.pl, współtwórcą popularnego szkolenia aidevs.pl oraz twórcą cyfrowym, którego kanał na YouTube śledzi blisko 160 tysięcy osób. Swoje doświadczenie zawodowe zdobywał w dużych firmach technologicznych, m.in. w firmie Samsung, gdzie zajmował się niskopoziomowymi elementami systemu Android oraz technologiami Big Data i Cloud. Jako pasjonat startupów, współtworzył projekty takie jak Pricellent (skupiony na explainable AI) oraz ScanMe (systemy wykrywania podsłuchów), a obecnie wspiera fundusze Venture Capital w procesach due diligence. W swojej działalności misyjnej koncentruje się na bezpieczeństwie w sieci, zwalczaniu oszustw cyfrowych oraz świadomym wdrażaniu AI w codziennym życiu, tłumacząc zawiłe kwestie technologiczne w prosty i przystępny sposób. Regularnie występuje w mediach ogólnopolskich jako komentator i ekspert ds. nowych technologii.
